Kilka dni później Mari i Ami czekały na placu szkoleniowym na tyłach zamku, na Hiamu.
-On w ogóle przyjdzie? Powinien być godzinę temu. - zastanawiała się Ami.
-Jeśli nie przyjdzie, jeśli mam być szczera, to nawet lepiej. Ale niestety musimy iść i sprawdzić co go zatrzymało.
Zapukały do pokoju Hiamu. Cisza. Otworzyły więc drzwi i weszły do środka.
-No nie. - Mari podeszła do śpiącego nadal chłopaka i ściągnęła z niego kołdrę jednym szarpnięciem. - Żeby mi się to nie powtórzyło! - powiedziała ostro. - Nie toleruję spóźnialstwa.
Hiamu spojrzał na zegar stojący pod ścianą.
-Dopiero dziesiąta rano. - jęknął.
-Zdajesz sobie sprawę że masz godzinę spóźnienia?
-Na co?
"Ludzie, trzymajcie mnie bo zwariuję." - pomyślała Mari, a do Hiamu powiedziała:
-Po pierwsze, wstań, kiedy ze mną rozmawiasz.
Gdy Hiamu zwlókł się z łóżka, dodała:
-Za 10 minut chcę cię widzieć za drzwiami.
Po czym razem z Ami wyszła na korytarz. Minęło jednak znacznie więcej niż 10 minut a Hiamu nadal nie wychodził.
-Nie wierzę. Co on tam jeszcze robi?! - wściekała się Mari.
-Chyba... - zaczęła Ami, ale nie skończyła bo Hiamu nareszcie wyszedł.
-Najwyższy czas. - rzuciła Mari. - Chodź, zobaczymy co umiesz.
-A śniadanie?
-Przespałeś. - odparła Ami, na co księżniczka ukradkiem się uśmiechnęła.
-Najpierw sprawdzimy jak sobie radzisz z łukiem. - Mari podała Hiamu łuk i strzały, gdy wrócili na teren za zamkiem. Ten wziął jedno i drugie i...
-No, strzel do tej tarczy. - powiedziała Ami, wskazując tarczę strzelniczą oddaloną o jakieś 30 metrów.
Hiamu przyłożył strzałę do łuku ale jakoś tak inaczej, grotem do siebie.
-Jak się tego używa? - spytał.
Ami spojrzała rozbawiona na przyjaciółkę a ta skryła twarz w dłoniach.
-Strzałę przede wszystkim skieruj w drugą stronę. - poradziła.
-O tak? - tym razem Hiamu ułożył ją prawidłowo.
-Tak. - Mari zaczęła go ustawiać. - Jeśli strzałę i cięciwę trzymasz prawą ręką, to lewą nogę wysuń do przodu. Ręka bliżej twarzy, druga ma być sztywna i ustaw się bardziej bokiem do celu.
Hiamu wypuścił strzałę, ale ta nawet się nie wbiła w tarczę.
-Może podejdźmy bliżej. - zaproponowała Ami.
Ale mniejsza odległość nie robiła większej różnicy. Strzała i tym razem tylko lekko dotknęła tarczy i spadła na ziemię.
-Mocniej naciągaj cięciwę. - pouczyła Mari. - Spróbuj jeszcze raz.
Bez zmiany. Po trzecim nieudanym strzale, Hiamu odłożył łuk i skierował się stronę zamku.
-A ty dokąd?
-Mam dosyć na dzisiaj! - odparł Hiamu.
-Nie zatrzymujesz go? - zdziwiła się Ami.
-Wiesz, też mam dosyć uczenia go. Pierwszy raz spotykam kogoś kto aż tak kiepsko strzela.
-A czy nie mówisz tak, tylko ze względu że to bratanek Lady Elyssy?
-Możliwe... I na przyszłość, nie wspominaj o niej przy mnie.
-Witaj ciociu. - Hiamu wszedł do komnaty Lady Elyssy.
-I jak Hiamu, po pierwszej lekcji z panią generał?
-A powiedz mi, czemu wy się nie lubicie?
Królowa strojąca się dotychczas przed lustrem, odwróciła się do swego bratanka.
-Na pewno chcesz wiedzieć? - spytała.
-Tak. Dlaczego zawsze gdy o niej wspominasz, robisz to z taką nienawiścią?
-Winny jest w szczególności jej charakter. Jest arogancka, dumna i nie liczy się z innymi. A poza tym raz się spotkałyśmy jako dzieci. Dopiero pokazała na co ją stać. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie: Jak było na dzisiejszej lekcji?
-No więc, nie omieszkała mi wypomnieć że walka to moja słaba strona... chociaż nie powiedziała tego dosłownie. Mogłabyś jej powiedzieć żeby traktowała mnie łagodniej?
-Zobaczę co da się zrobić. - obiecała, a gdy Hiamu wyszedł z komnaty, uśmiechnęła się złośliwie.
Księżniczkę odnalazła w jej komnacie. Gwałtownie otworzyła drzwi i od progu zawołała:
-Możesz mi coś wytłumaczyć?!
-Nie nauczyli cię pukać?! - Mari nie była zadowolona z jej wizyty.
-Po pierwsze: jak się zwracasz do swojej królowej? Chyba należy mi się trochę szacunku.
-Proszę o wybaczenie, jaśnie pani. - skłoniła się Mari, powstrzymując się od chęci wyproszenia jej stąd.
Ale Lady Elyssa wyczuła w jej głosie sarkazm.
-Lepiej dla ciebie żebyś się wreszcie nauczyła jak się zwracać do królowej. Ale nie po to tu przyszłam. Hiamu opowiedział mi o dzisiejszym treningu. Żądam żebyś lepiej go traktowała. Jesteś dla niego za ostra.
-Co takiego?! - nie wytrzymała Mari. - Przecież on w ogóle nie umie posługiwać się łukiem! O innej broni nawet nie wspomnę.
-Jak śmiesz...! - królowej ze złości zabrakło słów.
Mari skrzyżowała ręce na piersiach i spojrzała wyniośle na swą rozmówczynię.
-Jeśli obwiniasz mnie o to że twój bratanek nie umie walczyć, to nie mamy o czym rozmawiać. Wracaj już lepiej się stroić.
-Ja się nie stroję. - królowa położyła dłoń na klamce od drzwi. Doskonale wiedziała że jest to aluzja do tego że nic całymi dniami nie robi, tylko siedzi przed lustrem i przymierza suknie. - Jeszcze zobaczymy. - szepnęła do siebie i wyszła.
Nie minęło pół godziny jak Mari została wezwana do brata. Gdy weszła do sali tronowej, Lady Elyssa siedziała na tronie, posyłając jej ukradkiem złośliwe uśmieszki. Kryspin opierał się o jedną z kolumn. Na widok siostry powiedział:
-Nie poznaję cię, Mari. Wiesz co mi Elyssa o tobie powiedziała?
-Domyślam się. Czy ona nie mogłaby wyjść? - wskazała ruchem głowy królową.
Król i królowa wymienili spojrzenia.
-Znowu to samo. - Lady Elyssa przyłożyła teatralnym gestem wierzch dłoni do czoła i lekko odchyliła się do tyłu.
Mari skrzywiła się widząc gest królowej.
-Możemy porozmawiać w cztery oczy, Kryspin? Bez niej.
-Nie, wolałbym przy niej. Powinnaś ją chyba przeprosić tak mi się wydaje.
-Raczej błagać o wybaczenie. - wtrąciła się królowa.
-A można wiedzieć za co niby?
-Dobrze wiesz.
-Słuchaj, nie wiem jakich głupot ci naopowiadała, ale nie mam zamiaru jej przeprosić. To raczej ona powinna mnie.
-Elysso, powiedz jej, proszę.
-A więc słuchaj, pamiętasz chyba naszą dzisiejszą rozmowę i lekcję mojego bratanka?
-Kryspin, czy nie widzisz że ona robi awanturę o byle co?!
-To nie jest byle co. - zaprzeczyła królowa. - Prawda kochanie?
-Mari, chciałbym usłyszeć twoją wersję.
-Pokazałam tylko Hiamu, jak się prawidłowo używa łuku. A królowa do mnie z awanturą że niby jestem dla niego za ostra.
-Dobra, będziecie się musiały dogadać. Elysso, Mari postara się traktować ulgowo twojego bratanka.
Mari wyglądała na obrażoną. Zamierzała wyjść z sali tronowej, ale Kryspin dogonił ją przy drzwiach.
-Zaczekaj. - powiedział. - Nie dopuszczaj do takich sytuacji, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. Lepiej przemilcz to, jeśli Elyssa powie coś co ci się nie spodoba.
-Dzięki za radę. Sama sobie poradzę.
-Nie mów że jesteś zazdrosna.
-Nie jestem zazdrosna. Nadal uważam że źle wybrałeś sobie żonę.
I zanim Kryspin zdążył coś odpowiedzieć, wyszła na korytarz i poszła prosto do komnaty swojej matki. Nie było tam jednak byłej królowej.
Kiedy Kihidia wróciła do swojej komnaty zastała córkę stojącą przy oknie. Płakała.
-Co się stało, Mari? - spytała podchodząc i przytulając dziewczynę.
-Nic. - odparła tamta. - Tylko dlaczego Kryspin musiał się ożenić akurat z nią?
-Bo akurat ją pokochał. Ale ze względu na jej status społeczny, nie mamy wpływu na jej zachowanie.
-Że ona jest wredna, to mało powiedziane.
-Po prostu unikaj jej kiedy tylko możesz. Ja i jej matka też się nie znosiłyśmy.
-Ale mieszkałyście przecież daleko od siebie. Nie widziałyście się na co dzień.
-Nie wiem co powiedzieć kochanie, po prostu musisz się znieczulić na jej uwagi. Innego wyjścia nie widzę... Proszę. - dodała słysząc pukanie do drzwi.
Wszedł generał Ingailor.
-Powiedziano mi że tu cię znajdę. Mari, lepiej chodź ze mną.
-Co się stało? - Mari ukradkiem otarła łzy z policzków.
-Lepiej idź. - ponagliła córkę Kihidia. - To coś ważnego, generale?
-Jeśli nie chcemy żeby królowa się dowiedziała...
Generał zaprowadził Mari na zamkowy dziedziniec.
-Sprawa dotyczy po części Hiamu, więc królowa tak czy inaczej się dowie. - ostrzegł.
Na dziedzińcu Hiamu i jeden z żołnierz stali otoczeni przez grupkę innych żołnierzy, którzy na widok dowódczyni rozstąpili się na boki, robiąc przejście.
-Co tu się dzieje? - spytała Mari.
-Ci dwaj się kłócą. - wyjaśnił ktoś z grupki, wskazując Hiamu i stojącego obok niego żołnierza. - Próbowaliśmy ich rozdzielić zanim dojdzie do rękoczynów.
-O co poszło? - księżniczka zwróciła się do wskazanej dwójki.
-No bo on... - zaczął Hiamu.
-Wcale nie, to ty zacząłeś!
-Właśnie że ty!
-Nie, ty!
-Spokój! - przerwała im Mari. - Przestańcie się przekrzykiwać. Rins, co się stało?
-Obrażał moją rodzinę, więc kazałem mu odwołać to co powiedział. Wtedy on mnie popchnął i kazał się przepraszać.
-Ty też mnie popchnąłeś. - wtrącił się Hiamu.
-Nic podobnego. Odsunąłem cię tylko, a że nie ruszyłeś nogami, to upadłeś.
-A ty... - zaczął Hiamu.
-Nie chcę słyszeć nic więcej. - przerwała mu Mari. - Podajcie sobie ręce. Jeden ma przeprosić za obrażanie rodziny a drugi za spowodowanie upadku. - widząc że im się nie śpieszy, dodała - w tej chwili.
Rins i Hiamu niechętnie spełnili polecenie, po czym Hiamu bez słowa wrócił do zamku.
-Idzie poskarżyć się ciotce. - Ingailor podszedł do księżniczki.
-Też uważasz że ona się nie nadaje na królową?
-Uważa tak każdy kto widzi jej zachowanie. Niestety nie możemy nic na to poradzić.
Parę minut później królowa otworzyła okno swej komnaty.
-Mari, mogę cię tu prosić na słówko? - spytała przymilnym głosem.
Księżniczka przewróciła oczami i wróciła do zamku.
W komnacie królowej zastała właścicielkę tegoż pomieszczenia i Hiamu.
-Trzeci raz tego samego dnia. Nie dotarło jak mówiłam żebyś była milsza dla Hiamu?!
-Posprzeczał się z jednym z żołnierzy. Musiałam przecież...
-Nie obchodzi mnie co musiałaś. Jesteś siostrą króla, księżniczką i w dodatku generałem. Poza tym Hiamu jest pod twoją opieką. A ty zachowujesz się jak dziecko.
-Królowo, jeśli można, chciałabym zauważyć że...
-Nie można. Jeśli jeszcze raz Hiamu poskarży mi się na ciebie, to...
-Przepraszam, mam coś do zrobienia. - Mari skierowała się w stronę drzwi.
-Zaczekaj. Słyszałam że jutro jedziecie na zwiady przy granicach.
-Tak. Przy północnej.
-Weź go też ze sobą.
Mari spojrzała na królową.
-A czy zdoła się obronić w razie czego?
-Ty go obronisz.
-Mogę być zbyt daleko.
-I na to będzie rada. Hiamu, trzymaj się blisko niej, dobrze?
-Tak ciociu.
Gdy Mari wyszła, królowa powiedziała:
-Uważnie ją obserwuj. Postaraj się znaleźć jej słabą stronę. Jeśli się jej pozbędziemy, łatwiej będzie przejąć Abolos na własność.
-Mari, mogę jechać z wami? - prosiła Ami.
-To niebezpieczna wyprawa. Niedoświadczeni mogą sobie tam nie poradzić. Już i tak będę mieć na głowie Hiamu.
-Przynajmniej walczę lepiej od niego i umiem się obronić. Oj, proszę cię. Zrób mi tę przyjemność. Nie każ mi zostawać sam na sam z królową.
-Przecież nie zostajecie tylko we dwie.
-Ale ciebie nie będzie. Będę grzeczna, obiecuję.
-No dobrze. Ale pamiętaj, masz na siebie uważać.
-Tak jest. - Ami stanęła na baczność, a widząc uśmiech przyjaciółki, spytała - A dokładnie dokąd jedziemy?
Mari rozłożyła mapę.
-Pojedziemy w stronę północnej granicy. Zbadamy czy niema w tych okolicach Solobańczyków.
-A czy to nie jest zadanie szpiegów? - zauważyła Ami.
-Tak, ale od czasu do czasu też musimy się tam wybrać osobiście. Planuję przejechać przez Północny Las, potem na drugi brzeg tej rzeki.
-Samy, tak?
-Zgadza się, potem na Wielkie Równiny. Czy przekroczymy Góry Graniczne, zobaczę na miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz