Strony

29 czerwca 2017

Legenda Rozdział drugi: Przełom cz.3

Na krótko przed północą Mari narzuciła na siebie płaszcz i szczelnie się im okryła, pilnując żeby nie było widać szat. Na głowę nałożyła kaptur który skrył jej twarz w mroku. Wyszła na korytarz i zręcznie unikając tych którzy o tej porze jeszcze nie spali, dotarła do ogrodowej furtki. Ami już tam czekała.
-Już myślałam że nie przyjdziesz.
-Znasz mnie przecież. - odparła księżniczka. - Nie przegapiłabym nocnej wycieczki.
-Przynajmniej nie muszę iść sama. A Kryspin przyjdzie?
-Przyjdę. - podbiegł do nich książę. - Strażnicy zatrzymali się na pogawędkę. Musiałem poczekać aż sobie pójdą.
-Dobra popraw sobie kaptur bo ci się zsunął.
Cała trójka weszła przez wiecznie otwartą furtkę. Według umowy, Kryspin podkradł się pod okno chatki ogrodnika, a gdy dał znak że ten nie zabiera się do wyjścia na zewnątrz, dziewczyny weszły do szklarni.
-Gdzie to dokładnie było? - spytała Mari.
Ami przez chwilę przepatrywała ziemię pod ścianami.
-Tam. - wskazała miejsce pod jedną z dużych donic.
Rozgarnęły ziemię i wyciągnęły  szkatułkę. Była płytko zakopana i bardzo lekka, ale trzeba było zdobyć od niej klucz.
-Chyba wiem kto go ma. - powiedziała Ami. Wróciły do Kryspina.
-I co?
-Mamy szkatułkę ale trzeba ją jeszcze otworzyć.
-A ja dam głowę że klucz od niej ma ogrodnik.
-Chyba w szopie widziałem sporo kluczy. Może któryś z nich będzie pasował.
Tym razem Mari pilnowała Lostesa a Kryspin i Ami poszli do szopy.
Wrócili po niecałych 10 minutach.
-Pokaż pozostałe klucze, sprawdzimy czy ten jest taki sam. - powiedziała Ami.
-Ja je mam. - przypomniał Kryspin. - Ale, tak... są identyczne.
-To teraz do komnaty Lady Luizy.
-Mari, a czy ona przypadkiem nie wyzionęła ducha właśnie w tej komnacie? - Ami wyglądała na przestraszoną.
-Tak.
-To może pójdziemy tam za dnia, co?
-Czemu nie teraz? Boisz się?
-Jeśli teraz... to beze mnie. Za nic nie wejdę w nocy do pomieszczenia w którym ktoś umarł.
-W dzień mogą nas nakryć. - odparł Kryspin.
-A z resztą nie będziesz sama. - Mari wzięła przyjaciółkę za rękę. - Chodźmy. To wszystko wydarzyło się dawno temu.

Prowadzeni przez księżniczkę szybko, cicho i sprawnie dotarli do drzwi zamkniętej komnaty. Na szczęście rdza z kluczy nie utrudniła otwarcia zamka. Drzwi otwierające się do wewnątrz okazały się na wpół spróchniałe a zawiasy potwornie skrzypiały. Żeby nie postawić na nogi połowy zamku trzeba było otwierać je bardzo wolno.
Mari i Kryspin weszli śmiało do środka ale Ami została na zewnątrz. Książę odgarnął pajęczyny i zapalił świeczki w świecznikach wiszących na ścianach komnaty. Jednak ze względu na brudne szyby niewiele to rozjaśniło panujący tu mrok.
-Niewiele tu widać. - stwierdziła Mari. - Może faktycznie lepiej przyjść tu za dnia... i może choć trochę wyczyścić to okno.
-Skoro już tu jesteśmy to możemy je teraz wyczyścić. Jest dość wysoko. Ludzie chyba nie zauważą różnicy... mam nadzieję.
-A macie czym to zrobić? - spytała z korytarza Ami.
-Nie bardzo. Czekajcie, może u mnie są jakieś niepotrzebne szmatki. - Mari wyszła na korytarz.
-To weź i wodę. - zawołał jej brat.
-Mógłbyś chociaż pomóc. - odparła księżniczka już z niższego piętra.
Po jakimś czasie wróciła z kawałkami materiału.
-Miska z wodą stoi na dole. - powiedziała. - Ja wzięłam ścierki. - wręczyła każdemu po jednej. - Niech któreś z was przyniesie tu wodę.
-To ja pójdę. - ofiarowała się Ami.
-Jakby nas służba zobaczyła... - zastanawiał się Kryspin.
-Lepiej żeby nie. Teraz mamy co innego do roboty niż wymyślanie co by kto powiedział.
-Ale ja naprawdę boję się tam wejść w nocy. - przypomniała Ami gdy wróciła z wodą.
-A gdybyś zamknęła oczy? - podsunął myśl Kryspin.
-To nic nie da. - pokręciła głową Ami. - Za bardzo się boję.
Mari i Kryspin wyczyścili więc sami okno a Ami pilnowała żeby nikt ich nie nakrył.
-Dobra. Rano sprawdzimy jak to wygląda z dołu i dokończymy później to dochodzenie. - powiedział Kryspin gdy skończyli. - Dla pewności, niech każde z nas będzie miało przy sobie po jednym kluczu. Jeśli u kogoś znajdą wszystkie trzy, może to wzbudzić podejrzenia.
-Mamy szczęście że po tym korytarzu nie kręci się zbyt wiele osób, ale i tak lepiej być ostrożnym. - ostrzegła Mari.

Ze względu na to że każdy miał jakieś obowiązki, trójka przyjaciół miała czas dopiero po pary dniach. Późnym popołudniem udało im się zmówić i poszli do komnaty Lady Luizy.
-Przynajmniej teraz więcej widać. - zauważyła Mari zapalając świece w świecznikach. - Z dołu nie widać różnicy.
-Oj, wiecie o czym zapomnieliśmy? - spytał Kryspin. - Z dołu będzie widać zapalone światła.
Ami zsunęła zasłony, zostawiając tylko niewielką szparę żeby wpuścić światło.
-Problem z głowy. - odparła.
Mari rozsunęła kotary nad łóżkiem.
-Słuchajcie, skoro nigdzie nie znaleziono śladów przyczyny śmierci, jak myślicie, jak zginęła?
-Trzeba by z nią pogadać. - zażartował Kryspin.
-Nawet tak nie mów. - ostrzegła Ami.
-No bo słuchajcie, - kontynuowała Mari. - śladów po zatruciu nie ma. A wtedy nie robili sekcji zwłok. A co jeśli te ślady były w niej?
-Blee. - skrzywiła się Ami.
-Raczej już za późno na sprawdzenie tego.
-Tak... - Mari przyjrzała się poduszce. - Czy to jest krew? - spytała wskazując ciemne plamy na niegdyś białej poduszce.
-Na nic innego to nie wygląda. - pochyliła się nad znaleziskiem Ami.
-Czekajcie, to równie dobrze mogła być śmierć naturalna. - zauważył Kryspin.
-Miała 20 lat. Jakoś nie sądzę.
-To może była chora. Na przykład na serce albo coś w tym stylu. - podsunęła pomysł Ami.
-Raczej nie mamy kogo się spytać. Za dużo czasu minęło. Wie ktoś z was może, czy zawsze zmarłemu leci krew z kącika ust?
-Z tego co wiem, nie zawsze.
-Ale przypuśćmy. Była na coś chora, o czym nikt nie wiedział, łącznie z nią samą...
-W większości możemy się tylko domyślać. Dobra, załóżmy że była na coś chora. Ale tylko tyle, bo wszyscy którzy ją znali osobiście, też już od dawna nie żyją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz