Strony

23 czerwca 2017

Legenda Rozdział pierwszy: Dzieciństwo cz. 1

W jednej z wsi leżących na terenie Abolosu życie toczyło się monotonnie. Chłopi pracowali w polu, kobiety dbały o gospodarstwo a dzieci bawiły się na dworze lub pomagały rodzicom. Był ciepły wiosenny dzień. Dzieci bawiące się na drodze wiejskiej zebrały się w pewnej chwili w ciasną grupkę. Od strony pól nadjeżdżał bowiem wóz wyładowany sianem i ciągnięty przez konia. Był to codzienny widok. Ale dzisiaj woźnica miał towarzystwo. Z boku wozu jechał na białym koniu młody chłopak. Miał może 15 lat. Czarne, błyszczące oczy w których czaiło się poczucie humoru ale też powaga i inteligencja. Czarne włosy opadały mu na czoło, częściowo je przykrywając. Obok niego na także białym choć nieco mniejszym koniu, jechała 10-letnia dziewczynka. W jej ciemnozielonych oczach można było dostrzec inteligencję i odwagę ale w większości malowała się w nich obecnie dziecięca ciekawość. Kasztanowo-rude włosy spływały lokami na ramiona.
Obydwoje byli bogato ubrani. Wieśniacy z tej wioski nie mieli jeszcze okazji zobaczyć księcia i księżniczki a tym bardziej gościć ich w swoich skromnych progach.
Gdy wjechali do wioski, na przeciw nim wyszła jedna z wieśniaczek, skłoniła się i powiedziała:
-Nie często tu przychodzicie. Czym zawdzięczamy tę wizytę?
-Po prostu Mari uparła się a ja muszę jej pilnować. - uśmiechnął się Kryspin. Posłał przelotne spojrzenie siostrze która zsiadła lekko z konia i podeszła do dziewczynki stojącej z dala od reszty dzieci. Tutejsi ludzie byli biedni ale chleba im nie brakowało. Natomiast ta jedna dziewczynka wyglądała gorzej od innych dzieci. Jakby była niedożywiona. Ale przede wszystkim była nieśmiała. Na widok idącej w jej stronę księżniczki, schowała się za rogiem chaty obok której stała.
Mari podeszła do niej i chwilę porozmawiały. Po chwili zwróciła się do zgromadzonych:
-Jeżeli nikt nie ma nic przeciwko, to Ami chciałaby wróci z nami do zamku.
Słowa siostry kompletnie zaskoczyły Kryspina. Wszystkiego się po niej spodziewał ale...
-Mari - odparł - nie możesz. Nie ty o tym decydujesz...
-Posłuchaj...
-...a na pewno nie w tym wieku.
-Ami jest sierotą. - wyjaśniła księżniczka. - Mówi że jej rodzice nie mieszkali w żadnej wsi, ale z dala od innych ludzi. Ostatniej zimy zmarli a ona chodzi od wsi do wsi ale nikt jej nie chce przyjąć. A poza tym jest w moim wieku. - posłała bratu jeden ze swoich uroczych uśmiechów.
-Ale... - Kryspin nie był przekonany.
-Weźmiemy ją, później ojciec zdecyduje. Ona niema nikogo.
Księżniczka nie czekając na odpowiedź brata pomogła wsiąść Ami na konia a potem poszła w jej ślady.

Generał Ingailor stał na blankach muru i patrzył na drogę przed zamkiem. Mari i Kryspin już dawno powinni wrócić. Po części za nich odpowiadał ale tej dwójki nie dało się upilnować. Zobaczywszy że wracają zszedł do bramy.
-Gdzieście byli tak długo? - spytał.
-Ojciec jest w zamku, generale, tak? - Mari jakby nie usłyszała poprzedniego pytania.
-Tak. Ale... - zaczął generał spoglądając na dziewczynkę stojącą obok księżniczki.
-Nawet nie pytaj. - odparł Kryspin i cała trójka weszła przez bramę, odprowadzana zdumionymi spojrzeniami strażników oraz ich dowódcy.

-Więc czy Ami może zostać na zamku? - spytała Mari po wyjaśnieniu rodzicom całej sprawy. - Sami przecież mówiliście że królewska rodzina powinna się troszczyć o poddanych, a ona jest sierotą.
-Zdaję sobie z tego sprawę, ale... - zaczął król.
Lecz żona wpadła mu w słowo:
-Jest w wieku naszej córki a w dodatku nie ma nikogo. Spytajmy jej o zdanie. Mari, - zwróciła się do córki - nauczysz ją wszystkiego, dobrze? Kryspin mówił że znacie się raptem od godzimy a już świetnie się dogadujecie.
Król posłał żonie zamyślone spojrzenie, po czym skinął na strażników stojących przy wejściu do sali tronowej:
-Wprowadźcie ją.
Ami weszła do środka, zbyt wystraszona żeby choć rozejrzeć się w około. Dopiero gdy napotkała wzrok Mari podniosła trochę głowę.
-Zapewne wiesz już o co chodzi? - zwróciła się do dziewczynki królowa. - Powiedz nam tylko czy się zgadzasz tu zostać.
-Wasza Wysokość, jeśli to możliwe...chciałabym mieć dom, odkąd zmarli moi rodzice krótki czas mieszkałam z ciotką, ale ona mnie nie lubiła.
-Chodź ze mną. - wtrąciła się nagle Mari. - Pokażę ci twój pokój.

Kilka dni później Mari i Ami siedziały w komnacie księżniczki. Siedząca na parapecie okna Ami patrzyła na dziedziniec. Od rana padał deszcz więc dziewczynki miały nie wiele do roboty. Ami cieszyła się że wreszcie nie musi marznąć na dworze nie mając dachu nad głową. Po raz pierwszy od wielu tygodni mogła się schować przed deszczem i zimnem i miała pewność że nikt jej nie wygoni. Nagle zobaczyła na dziedzińcu jakiś ruch. Żołnierze ustawiali się w szyku.
-Co się dzieje? - spytała, spoglądając na koleżankę.
Mari podeszła do okna.
-Gdzieś wyruszają. - odparła. - Ale poza tym wiem tyle co i ty. Może otrzymali jakieś wezwanie. Założę się - zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu - że mieszkańcy Soloby znowu coś kombinują. Ich władca, Malonimus, to prawdziwy tyram... przynajmniej ojciec tak mówił.
-Co to jest Soloba? - spytała Ami.
Mari spojrzała na nią zaskoczona.
-Naprawdę nie wiesz?
-Jakoś nie spotkałam nikogo kto opowiedziałby mi historię Aesterry.
-Dobra, to ci opowiem. Nasz świat nazywa się Aesterra, to wiesz, tak?
Ami pokiwała twierdząco głową.
-Ojciec jest władcą Abolosu - kontynuowała Mari. - Zakładam że wiesz jak wygląda krajobraz naszej ojczyzny. Oprócz kilku pomniejszych państewek, na północ od nas leży Soloba. Kraj ten mimo że jest spustoszony i prawie wcale nie ma na jego terenie żyznej ziemi, jest potężny i dobrze się rozwija. Jego władca Malonimus to największy nasz wróg. Z tym że nie zawsze tak było. Kiedyś Abolos i Soloba były sojusznikami.
-A co się stało?
-Kiedyś, wieki temu księżniczka Soloby wyszła za mąż za króla Abolosu. W celu odnowienia dawnego już wówczas sojuszu. Ale kilka dni po zaślubinach panna młoda zmarła. Nikt nie mógł ustalić przyczyny zgonu. Na jej ciele ani w jej komnacie nie znaleziono niczego co pomogłoby ustalić jak zginęła. Król Abolosu długo rozpaczał po stracie ukochanej. Nie pomogły żadne tłumaczenia. Soloba uznała całe zajście za spisek i oskarżając mieszkańców Abolosu o zdradę zerwała sojusz. Do dziś władcy tego państwa mają do nas wielki uraz i traktują jak wrogów a przyczyny śmierci Lady Luizy do tej pory nie ustalono. Jej dawna komnata to jedyne miejsce w tym zamku do którego od pokoleń nikt nie wchodził.
-Jest zakaz, tak?
-Tak ale oprócz tego zaginął klucz od jej komnaty. Znajduje się dokładnie nad nami. Te szare okna o które wczoraj pytałaś są właśnie w jej komnacie. Po prostu pokrywa je warstwa kurzu i pajęczyn. Ostatni raz sprzątano tam jakieś paręset lat temu. A tak wracając do tematu, król Malonimus nigdy nie odpuszcza. Niewykluczone że dojdzie do wojny. - Mari podeszła do przeciwległej ściany i zdjęła z niej zawieszony na hakach krótki miecz. Podała go Ami. - Lepiej żebyś umiała się obronić.
-Mam z tobą walczyć?
-Pokażę ci parę chwytów. - Mari wyciągnęła zza pasa swój miecz. - Spróbuj mnie zablokować.
Ami się bała; oprócz tego że pierwszy raz miała w ręku miecz, to jeszcze ten miecz był prawdziwy.
-A to na pewno bezpieczne? - spytała jeszcze.
-Walka nigdy nie jest bezpieczna. - Mari wykonała szybki ruch i miecz Ami wypadł jej z ręki. - Lekcja pierwsza: mocniej trzymaj broń ale jednocześnie nie ściskaj jej kurczowo. I nie spuszczaj przeciwnika z oczu. Nie dawaj mu ulg bo i wróg nie będzie miał ich dla ciebie.
-Skąd ty to wszystko wiesz? - spytała Ami oddając broń.
Mari cofnęła jej rękę.
-Zatrzymaj go. Może ci się kiedyś przydać. Co do mojej wiedzy, uczył mnie generał Ingailor. A właśnie, chodź, spytamy się ojca co dokładnie się dzieje.
Mari i Ami wyszły na korytarz, skierowały się na schody i zeszły na dół do sali tronowej. Z pomieszczenia dochodziły jakieś głosy.
-Kryspin jest następcą tronu. - wyjaśniła księżniczka. - Jak on to mówi?: "Kolejna nudna lekcja, która na niewiele mi się przyda."
-Aż takie to nudne?
-Jego zdaniem tak. On chce być królem na własnych zasadach. - uśmiechnęła się do Ami. - Zrobimy im najście.
To mówiąc gwałtownie otworzyła drzwi i weszła do środka. Za nią nieśmiało wślizgnęła się Ami.
-Tato, masz chwilę? - spytała Mari.
-Mari, - skarcił córkę król - tyle razy ci mówiłem że księżniczce nie przystoi...
-Tato błagam, słyszałam to setki tysięcy razy.
-Więc czemu się nie słuchasz?
-Bo woli konne wyprawy poza zamek niż siedzenie w murach. - wtrącił się Kryspin.
Mari posłała mu spojrzenie pod tytułem "Zamknij się".
-Gdzie pojechał Ingailor? - spytała ojca.
-Sprawdzić co się dzieje w okolicznych wsiach. Szpiedzy donoszą że ostatnio widziano tam Solobańczyków.
-Mogę pojechać za nimi? Będę uważać na siebie, proszę.
-Nie ma nawet mowy, Mari. To niebezpieczne.
-Poradzę sobie. A poza tym mam dość siedzenia w zamku. Dlaczego nie wolno mi wyjść na dwór?
-Bo pada deszcz? - odparł Kryspin.
-To nie jest argument!
-Dobrze, jeśli zamierzacie się kłócić to ja wracam do obowiązków. - rzucił król i wyszedł z sali.
-I tak tam pojadę. - postanowiła Mari, gdy za ojcem zamknęły się drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz