-Nie słyszałaś? Nie wolno ci za nimi jechać. Poza tym wsi jest dużo. Skąd będziesz wiedzieć w której akurat są?
-Znam te tereny, wyobraź sobie.
-Dostaniesz szlaban.
-Mam to gdzieś! Ami, jedziesz ze mną?
Jednak dziewczynka była niezdecydowana.
-Sama słyszałaś że ojciec ci zabronił. - powiedziała powoli.
-Ok, pojadę sama. Rodzice nawet nie zauważą. A ty, braciszku - pogroziła Kryspinowi palcem - nie waż się mnie wydać.
-Czyli jednak obawiasz się szlabanu. - odparł złośliwie chłopak.
-Chyba ty. - Mari wyszła z sali.
Generał Ingailor objechał ze swoim oddziałem wszystkie wioski z których nadeszło zgłoszenie, ale nikogo z Soloby nie znaleźli. "Być może uciekli zanim tu przyjechaliśmy." - zastanawiał się dowódca. Żołnierze wracali już do zamku, gdy w pewnej chwili w oddali pojawiła się sylwetka na koniu. Gdy nieznajomy podjechał bliżej, Ingailor zaklął pod nosem. Księżniczka zbyt często, jego zdaniem, wymykała się z zamku. Gdy się do nich zbliżyła, powiedział:
-Powiedz, Lady Mari, czy ojciec pozwolił ci za nami pojechać? Dziesięcioletnia dziewczynka nie jest bezpieczna sama na tych terenach.
-Nie jestem sama. - odparła z uśmiechem Mari. - Ale nie mówcie nic rodzicom.
-Tego niestety nie mogę zrobić.
-Dobra, może się tylko skończy na awanturze. - mruknęła pod nosem Mari. - A co z tymi Solobańczykami? - spytała głośniej.
-Od kiedy to księżniczkę interesuje wojna?
-Mnie? Od zawsze. Dlatego wymykam się z zamku...niestety ojciec tego nie rozumie.
-Mari, wiem że nie wątpisz w swoje siły i że potrafiłabyś się obronić ale z całą hordą napastników nikt nie ma szans w pojedynkę.
Gdy odstawiali konie do zamkowej stajni, podszedł do nich Kryspin.
-Mari, ojciec cię wzywa. - powiedział bez ceregieli.
-Czyli sam się już dowiedział. - stwierdziła księżniczka i odeszła z bratem.
-Zły jest? - spytała po drodze.
-Szlaban dostaniesz na bank. - odparł Kryspin. - Albo coś gorszego.
-Dobrze wiem że lubisz się ze mną drażnić.
-Może też być areszt domowy.
-A to nie to samo co szlaban?
-Idź to się przekonasz. - książę wskazał drzwi komnaty Mari i poszedł w swoją stronę.
-Jemu jakoś wolno wychodzić bez pytania. - powiedziała do siebie Mari. - I co z tego że jest pełnoletni. - Nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi by potem otworzyć je szerzej. Stanęła w progu, nie weszła do środka.
Ojciec stał przy oknie plecami do niej. Matka siedziała na łóżku. Mari weszła do komnaty i zamknęła drzwi.
-Tato, ja... - zaczęła.
-Zabroniłem ci tam jechać. Nie posłuchałaś.
-Przecież nic mi się nie stało. A poza tym Kryspinowi jakoś nie zabraniacie.
-Kochanie, twój brat jest dorosły. Ty w jego wieku też będziesz mogła. - tłumaczyła królowa.
-I tak mnie nie rozumiecie. Nie chcę cały czas siedzieć w murach. To nie dla mnie. Wolę otwarte przestrzenie.
-Ramadantysie, - rzekła królowa - ja to załatwię. - Posłuchaj, - zwróciła się do córki. - może faktycznie cię nie rozumiemy, ale złamałaś zakaz. Dostaniesz areszt domowy do odwołania.
-Ale mamo, proszę...
Królowa podeszła do Mari i szepnęła:
-Uprosiłam ojca żeby nie robił ci awantury. Ale kary ci nie odpuści.
Gdy rodzice wyszli i zamknęli drzwi na klucz, Mari usiadła na parapecie okna. Teraz gdy ona ma szlaban przestało padać. A "do odwołania" u jej rodziców znaczyło jakąś dobę. Pewnie jak ją wypuszczą, znowu się rozpada. Myślała o tym co rano opowiedziała Ami. Co by było gdyby udało im się znaleźć klucz i dowiedzieć się jak zginęła Lady Luiza? Może udałoby się pogodzić Solobę z jej ojczyzną? Chociaż dopóki krajem na północy rządził król Malonimus, szanse na rozejm niebyły zbyt wielkie.
-Nie sądzę żeby ona się do tego nadawała. - król nie był przekonany co do pomysłu generała.
-Ramadantysie, to dopiero za pięć lat. Ja jestem już stary. Wolałbym mieć pewność że gdyby coś mi się stało, jest ktoś kto przejmie po mnie obowiązki. Mari świetnie walczy a wojna to jej pasja. Nie wiem kto by się lepiej nadawał.
-Będzie zbyt młoda.
-Jest rozważna. Doświadczenie każdy zdobywa z czasem.
-Jakoś nie widzę mojej córki na stanowisku generała Abolosu.
-Oczywiście ostateczna decyzja, którą będziesz musiał podjąć za pięć lat, należy do ciebie, ale nie znajdę lepszego kandydata ani kandydatki. Moim zdaniem Mari świetnie sobie poradzi.
-To jeszcze dziecko.
-Ale za pięć lat będzie dorosła. Wtedy ona zdecyduje czy podejmie się tego zadania. Nadal jednak będzie musiała mieć twoją zgodę.
-Moją? Przecież ona mało kogo się słucha. A gdy będzie dorosła, to...
-A kto pasuje na stopień generała?
-Król, ale co to ma...
-A kim ty jesteś?
-Dobrze wiem o co ci chodzi, Ingailorze, ale nadal nie jestem przekonany.
-Skoro tak, wrócimy do tej rozmowy za pięć lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz