Mari siedziała w swojej komnacie i przeglądała raporty i inne tym podobne papiery, gdy drzwi nagle się otworzyły a przeciąg zrzucił część papierów na posadzkę.
-Mari! Nie uwierzysz! - zawołała Ami od progu.
-W co nie uwierzę? - spytała księżniczka zbierając papiery z ziemi.
Ami podała jej kilka arkuszy które poleciały dalej.
-Twój brat jest królem dopiero od miesiąca, a już władcy sąsiednich państw przysyłają obrazy swoich córek jako kandydatek na żonę.
-To chyba dobrze, nie? Będzie zachowana ciągłość dynastii.
-Mazurkievich... Mazurkieów... Jak to się odmienia?
-Mazurkievichów.
-Aha. Co tam masz?
-Raporty szpiegów. Jak na razie Malonimus siedzi u siebie.
-Ale wiesz że jedną z kandydatek na żonę jest córka króla Mandurii?
-Manduria? Oni nigdy niczego od nas nie chcieli. I to są ich słowa. A z tego co wiem o córce króla Mandurii, jest ładna ale próżna i niezbyt lubiana.
-Jej obraz chyba najbardziej spodobał się królowi.
-Spotkałam ją tylko raz w życiu i nie powtórzę tego co powiedziała na mój temat. Jeśli Kryspin ją wybierze, to...
-Ej, gdzie idziesz? - zawołała Ami, widząc że przyjaciółka otwiera drzwi.
-Pogadać z moim bratem.
Gdy Kryspin przechodził zamkowym korytarzem, nagle zatrzymała go siostra.
-To prawda? - spytała.
-O czym ty mówisz?
-Nie radzę ci się żenić z Lady Elyssą.
-Słuchaj, wiem że jej nie lubisz, ale...
-Możemy mieć przez nią same kłopoty.
-Znam ją od trochę innej strony a na pewno dłużej niż ty.
-Zakochałeś się.
-Co? Wcale nie.
-Akurat. Czemu jej tak bronisz? Ładny wygląd to jej przykrywka. Każda ale nie akurat ona. Księżniczka Mandurii nie nadaje się na królową.
-Skąd możesz to wiedzieć? Jesteś zazdrosna i tyle. Nie mam czasu się z tobą spierać.
Kryspin chciał wyminąć siostrę ale ta zagrodziła mu drogę.
-Co jeszcze? - spytał znudzonym głosem
-Nie będę cię zmuszać do zmiany decyzji ale ostatni raz cię ostrzegam: jeśli się z nią ożenisz, ściągniesz kłopoty na ten kraj.
-Zmienisz zdanie jak ją poznasz. - król poszedł w swoją stronę nie oglądając się na siostrę.
"Nie sądzę." - pomyślała Mari.
Nagle Kryspin jeszcze raz się odwrócił.
-Już wszystko zaplanowane, - zawołał za siostrą - Lady Elyssa przyjeżdża tu za tydzień.
-Nie mów potem że cię nie ostrzegałam. - odparła Mari.
Tydzień później cały zamek był przygotowany na przyjazd swej przyszłej królowej. Wszyscy się radowali i dokańczali ostatnie szczegóły jak na przykład dobieranie repertuaru weselnej muzyki czy sprzątanie przez wieśniaków swoich domów.
W dzień ślubu Lady Elyssa przyjechała wczesnym popołudniem wraz ze swoją świtą i służbą. W posagu wniosła kilka skrzyń złota i klejnotów, choć tego akurat w Abolos nie brakowało.
Gdy dworzanie z królem na czele wyszli żeby powitać przyjezdnych, Mari trzymała się na uboczu. Zerkając na księżniczkę wychodzącą z bogato zdobionego powozu, z trudem powstrzymywała wyraz obrzydzenia cisnący się jej na twarz.
-Miej ją na oku. - szepnęła do Ami. - Nie ufam jej.
Tym czasem król, wziąwszy pod rękę narzeczoną, skierował się do zamku, po drodze przedstawiając jej swoją siostrę.
-Najdroższa, poznaj mą siostrę Mari. Mari, to jest właśnie Lady Elyssa.
-My się już znamy. - odpowiedziała Mari posyłając księżniczce dumne spojrzenie.
-Prawda, - odparła tamta - poznaj mojego bratanka, Hiamu. Jest, no... Kryspin mówił że jesteś generałem... weź go pod swoją komendę, może wyjdzie na ludzi.
Mari popatrzyła na stojącą przed nią trójkę. Na pierwszy rzut oka było widać że Hiamu to kompletny żółtodziób który miecza na oczy nie widział. A w słowach Lady Elyssy, a szczególnie w "jesteś generałem", było tyle jadu że...nie miała ochoty szkolić nikogo z rodziny swej przyszłej królowej. Jednak ze względu na brata, odpowiedziała:
-Będzie to dla mnie zaszczyt, pani, szkolić twego bratanka. - sztywno się skłoniła.
-Pamiętaj, jeśli stanie mu się coś złego, pożałujesz. - syknęła jej do ucha przyszła królowa.
Jeszcze tego wieczoru odbył się uroczysty ślub, a po nim wesele mające trwać do rana. Ami, która na poważnie podjęła się zadania pilnowania królowej, obserwowała ukradkiem młodą parę. Jej zdaniem wyglądali na szczęśliwych. Nigdzie jednak nie mogła znaleźć przyjaciółki. Zobaczyła ją dopiero na balkonie.
-Nie bawisz się z innymi? - spytała podchodząc.
-Nie mam ochoty. - Mari patrzyła na horyzont.
-Nie obraź się ale dlaczego nie ufasz Lady Elyssie?
-Dlaczego? - Mari gwałtownie się do niej odwróciła. - Trochę ją znam. To, jak się teraz zachowuje to pozory. Pobędzie tu trochę, to zrozumiesz co mam na myśli.
-Może i tak. - zamyśliła się Ami. - Ale nie pozwolę ci spędzić tu całego wesela. - złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę drzwi balkonowych. - Idziemy.
Mari niechętnie poszła za nią. Przez resztę nocy ona i młoda królowa traktowały się jak powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz