zamek Malonimusa
-Lordzie Xariel, któż to was napadł że straciliście pół oddziału? - pytał król.
Lord stał przed obliczem swego władcy ze wzrokiem utkwionym w ziemię. Dobrze wiedział że odpowiedź nie spodoba się władcy.
-Po drodze spotkaliśmy grupę zwiadowczą księżniczki Abolosu. Niestety oni okazali się lepszymi łucznikami. Ale za to pokonałem w pojedynku generała Ingailora.
-I zabiłeś go, jak mniemam?
-Tak, Wasza Wysokość.
Król zbliżył się do swego rozmówcy uważnie mu się przyglądając.
-To któż tak rozciął ci czoło? Taka rana świadczy o przegranym pojedynku.
Istotnie, Lord miał głowę przewiązaną opatrunkiem a na miejscu prawego łuku brwiowego widniała spora plama krwi.
-...
-Lordzie, któż.
-Lady Mari.
-Ona? Sądziłem żeś lepszy wojownik.
-Jeśli wolno, ciebie przecież też pokonała w bitwie w Dolinie Północy.
-Dla ścisłości. Jej ojciec nie ona.
Lord Xariel milczał.
-Abolos coraz bardziej nam zagraża. - mówił do siebie. - Ta dziewczyna jest coraz bardziej zuchwała, a na domiar złego ma coraz większy wpływ.
-Słyszałem od kupców że król Abolosu niedawno się ożenił. Z Elyssą, księżniczką Mandurii.
-I co z tego?
-Panie, możemy to wykorzystać. Siostra króla nie lubi jego żony. Z wzajemnością. Gdyby udało się pogadać z królową...
-Tego nie możemy zrobić. Ona jest próżna, dumna i gardzi innymi ale nie sądzę żeby chciała z nami gadać.
-Czy mógłbym chociaż spróbować?
-Nie wpuszczą cię do zamku.
-Wyślę szpiega w moim imieniu.
-Zezwalam.
Lord Xariel skłonił się i wyszedł. Nareszcie będzie mógł się zemścić. W imieniu króla za przegraną bitwę oraz we własnym za przegrany pojedynek i pojmanie przed paru laty. Wezwał do siebie swego brata Kastora.
-Pojedziesz incognito do Abolosu. - mówił. - Tam spróbujesz się dowiedzieć czy królowa Elyssa zechce nam pomóc pozbyć się króla i jego siostry.
-Bracie, nie rozumiem po co jeszcze Soloba ciągnie tę wojnę. Nie chcę brać udziału w żadnych spiskach.
-To jest rozkaz a twoim obowiązkiem jest go wykonać. Bez szemrania.
Lord Kastor wyszedł z komnaty brata. Miał wielką ochotę nie wykonać tego rozkazu ale wiedział co go czeka za niesubordynację. Gdyby tylko udało się to jakoś obejść.
Gdy wjechał do Północnego Lasu było południe. Jak dotąd nikt go nie próbował zatrzymywać i Lord Kastor niezauważony zbliżał się do zamku.
Ale nagle tuż obok jego głowy przeleciała strzała. A zaraz potem następna. Wkrótce zorientował się że jest otoczony.
-Kim jesteście? - spytał podnosząc ręce do góry i zsiadając z konia. Otaczało go z pięćdziesięciu ludzi z wycelowanymi w jego pierś strzałami i włóczniami.
-Z armii Abolosu. - odparł jeden z nich. - Pójdziesz z nami.
-Nie mam złych zamiarów. Tylko przejeżdżałem...
-Nie obchodzi mnie to. Wyglądasz na Solobańczyka.
-Nie jestem taki jak moi rodacy.
-Lady Mari zdecyduje co z tobą zrobić. Idziemy. - jeden z żołnierzy przyłożył mu włócznię do pleców, zmuszając do pójścia na przód.
Ale się wpakowałem, pomyślał Lord Kastor.
Żołnierze zaprowadzili go pod bramy zamku. Tam tylko, bo Mari już tam na nich czekała.
-Pani, - zaczął jeden z żołnierzy - znaleźliśmy go w Północnym Lesie. Twierdzi że nie ma złych zamiarów, ale to Solobańczyk, więc...
Księżniczka skinęła głową żołnierzowi, po czym zwróciła się do Lorda Kastora:
-Co twój władca znowu knuje?
Cisza.
-Jesteś na naszej łasce. Lepiej odpowiadaj.
Ale ten nadal milczał. Wiedział że gdyby dowiedzieli się prawdziwego powodu jego wizyty, byłoby jeszcze gorzej.
-Będziesz mówić czy mają cię do tego przekonać lochy tego zamku? - spytała jeszcze raz Mari. Gdy nie uzyskała odpowiedzi kazała go zabrać.
Lord Kastor odprowadzany przez straże do lochów, powiedział w końcu:
-Wolę siedzieć w lochach nawet całe życie niż powiedzieć po co tu przyjechałem. Ale dla własnego dobra nie mówcie nikomu że trzymacie mnie w niewoli. Nie mówcie moim rodakom że w tych lochach jest Lord Kastor.
-Gdybyś powiedział po co cię tu przysłano, mógłbyś tego uniknąć.
-Wierz mi Milady, nie chcę źle dla tego kraju. Nie jestem taki jak inni Solobańczycy.
Lord Kastor siedział w swojej celi i zastanawiał się jak wytłumaczyć swoją misję. Wiedział że jeśli jej nie wykona a jego brat albo - jeszcze gorzej - król się o tym dowie, będzie miał poważne kłopoty. Ale bał się też że gdy powie prawdę Abolończykom, też nie będzie za dobrze. A kłamać nikomu nie chciał. Zwłaszcza księżniczce. Księżniczka... widział ją tylko raz ale czuł że nigdy nie zapomni jej widoku. Ile by dał by zechciała z nim porozmawiać. By mu uwierzyła. Wiedział jednak że nie może na to liczyć. Pochodzili z różnych rodów od pokoleń ze sobą skłóconych. Byli napiętnowani choćby pamięcią o zatargach przodków. Mimo wszystko postanowił jednak spróbować ryzyka. Podszedł do krat i zwrócił się do jednego z pilnujących go strażników:
-Czy mógłbym porozmawiać z księżniczką?
Strażnik mu nie odpowiedział.
-Proszę, mam ważne wieści.
-Ważne wieści?! - strażnik w końcu się odezwał. - Gdy cię tu wsadziliśmy nie chciałeś nic mówić.
-Przemyślałem to. A jeśli nie wrócę do kraju, Malonimus przyjedzie tu z wojskiem.
-Słuchaj no, mamy powody by ci nie wierzyć.
-Nie proszę żebyście mi uwierzyli tylko wysłuchali.
-Dobra zawołamy ją, ale pamiętaj: jeśli kłamiesz to marny twój los. - wtrącił się drugi strażnik ignorując piorunujące spojrzenie kolegi. - I czekaj, jak ty ją nazwałeś? Milady?
Wiezień spuścił wzrok zawstydzony.
Parę minut później przy jego celi stała Mari.
-Masz 10 minut. - powiedziała.
-Nie mogę powiedzieć prawdy ani skłamać. - zaczął Lord Kastor. - Jeśli nie zrobię tego po co mnie tu przysłano a Malonimus dowie się o tym, będę miał kłopoty. Jeśli wy dowiecie się prawdy, także będę miał kłopoty. Nie chcę okłamywać ani ich ani was, a tym bardziej ciebie, pani.
-Więc powiedz prawdę.
-Lord Xariel... to mój brat. Przysłał mnie tu żebym zorientował się czy... czy... królowa... nie zechce współpracować z władcą Soloby. Oni zamierzają pozbyć się ciebie i twojego brata.
-To akurat nie jest nowość. - odparła księżniczka. - Ale ojczyzna królowej nie specjalnie przepada za Solobą.
Kastor odetchnął z ulgą. Najgorsze ma za sobą a reakcja Mari mile go zaskoczyła. Kontynouwał więc dalej.
-Jeśli nie wrócę będą mnie szukać. Przyślą tu wojsko. Ale jeśli wrócę będę miał kłopoty.
-Nie bój się. Nie wypuszczę cię tak szybko. Skąd mogę wiedzieć że nie kłamiesz? Sam powiedziałeś że przyjechałeś tu na przeszpiegi.
-Taki dostałem rozkaz ale oddałbym wszystko żeby nie musieć go wykonać. Mam prośbę pani, nie pozwólcie żeby Malonimus przybył tu z wojskiem.
-Tego na ogół nie da się uniknąć.
-Nie chodziło mi o to. Czy ty nie mogłabyś wypytać królowej jakie ma zdanie na temat Soloby?
-To się okaże. - odparła Mari i odeszła.
Tydzień później księżniczka złożyła więźniowi niezapowiedzianą wizytę.
-Jeśli chcesz wiedzieć, - zaczęła - prosiłam służbę by podpytała ukradkiem królową. Według ich relacji raczej nie zanosi się na współpracę Mandurii i Soloby, ale nie można brać tego za pewnik.
-A czy... kiedy mnie uwolnicie?
-Gdy przyjdzie na to czas. - księżniczka chciała już odejść ale lord Kastor widząc to, powiedział:
-Pani, co mam zrobić żebyś uwierzyła Solobańczykowi który przysięga że jest inny niż jego rodacy? Że chciałby zakończyć tę wojnę?
-A przysiągłbyś?
-Choćby teraz. - Lord uklęknął na jedno kolano, przyłożył prawą rękę do serca i powiedział: - Ja, lord Kastor, oficer armii Soloby, przyrzekam uroczyście, tobie milady, że nie podzielam wojowniczych zapędów mych rodaków i nie chcę zguby Abolosu.
-A czy dla Solobańczyka przysięga ma jakiekolwiek znaczenie? O ile wiem, nie.
-Pozwól mi udowodnić że mówię prawdę.
Wtem przybiegł do nich strażnik.
-Pani, - powiedział zdyszany - król Soloby... tu jest. Pod murami. Z wojskiem.
Mari pobiegła na dziedziniec za strażnikiem a lord Kastor wyjrzał przez zakratowane okienko w celi.
-Po mnie przyjechali. - powiedział do siebie.
Istotnie. Widział jak Mari i Kryspin rozmawiają z Malonimusem. A jego po chwili wyprowadzili strażnicy.
-A, jednak jesteś. - odezwał się władca Soloby na widok swego podwładnego. - I jak? Rozkaz wykonany?
Lord Kastor milczał.
-Jeśli uważasz że moja żona będzie ci pomagać, to jesteś w błędzie. - powiedział Kryspin.
Król Malonimus aż zaniemówił gdy usłyszał te słowa. Z wściekłością zwrócił się do Kastora:
-Skąd oni wiedzą o twojej misji, zdrajco?! Miałeś być incognito!
-Sam im powiedziałem. - odparł hardo lord.
-Gdybym wiedział że mój brat zwróci się przeciwko swym rodakom, przeciwko własnej rodzinie, przeciwko mnie... - powiedział Xariel stojący obok swego króla.
-Mówiłem ci bracie że nie warto ciągnąć dalej tej wojny.
-Nie mów tak do mnie więcej. Ja już nie mam brata.
-I do kraju nie masz prawa wracać. Skazuję cię na banicję. - dodał król i odjechał ze swoimi ludźmi.
Po ostatnich wydarzeniach lorda Kastora uwolniono i dano mu wolną rękę. Ale ten nie mogąc wrócić do ojczyzny postanowił zostać w Abolos. Przy swej ukochanej. Był pewny że żadnej innej nie pokocha tak bardzo jak pięknej Mari. Ale dotąd ona nic nie wiedziała o jego uczuciach a wszyscy w zamku nie do końca mu ufali.
Tymczasem władca Soloby i jego zaufany doradca lord Xariel w drodze do ojczyzny przysięgli sobie że nie odpuszczą.
-Z porozumienia z królową nici. Do tego jeden z naszych zdradził. Trzeba wymyślić coś lepszego. A ty mogłeś znaleźć lepszego szpiega.
-Myślałem że można mu ufać.
Bardzo ladne opowiadanie�������� takiew życiowe
OdpowiedzUsuń