Strony

19 grudnia 2015

Niebezpieczne bogactwo

Egon szedł przez sawannę wzdłuż rzeki. Był to młody lew wychowany przez ludzi. Na wolności radził sobie całkiem nieźle. Zaczynały się najgorętsze godziny dnia. Lew szukał cienia gdzie mógłby odpocząć po porannym polowaniu. W pewnym momencie zobaczył dym z ogniska. Czy to możliwe żeby w tej części Afryki żyli jacyś ludzie? Postanowił to sprawdzić. Podkradł się bliżej, prawie całkowicie schowany w wysokiej trawie.
I kolejna niespodzianka. Dwójka dzieci (i to białych) sama, w samym sercu dzikiej Afrykańskiej krainy. Dziewczynka mająca nie więcej niż 10 lat i nastoletni chłopak. Egon podszedł jeszcze odrobinę bliżej próbując usłyszeć o czym ta dwójka rozmawia.
Nagle o mało nie zdradził swojej obecności. Poczuł nagle ostry ból w jednej z tylnych łap. Obejrzał się. Okazało się że na lewej tylnej łapie zatrzasnęły mu się sidła. Widocznie byli tu kłusownicy, ale dawno temu bo metal był zardzewiały. Na szczęście spotkał się z tym już wcześniej. Wiedział że sam nie da rady się uwolnić a szarpanie się może tylko pogorszyć sytuację. Położył się więc w trawie i słuchał rozmowy dzieci, starając się ignorować ból łapy.
* * *
Gdy wieczorem Staś poszedł nad rzekę złowić trochę ryb, Nel zauważyła coś w trawie. Postanowiła to sprawdzić. Nagle dotarło do niej że nie był to dobry pomysł - przed sobą miała lwa. Na szczęście spał. Stała naprzeciw drapieżnika, wystraszona, bojąc się ruszyć, gdy nagle zauważyła sidła. To dodało jej odwagi bo ten lew nie mógł zacząć jej gonić.
Do tej pory znała wielkie koty jako groźne bestie które mogą zabić. Ten, ze względu na uwięzienie w sidłach nie wydał jej się niebezpieczny. Poszła więc po Stasia.
Gdy jednak oboje wrócili do lwa, ten już nie spał.
Staś podniósł strzelbę.
-Nie! - krzyknęła Nel wieszając się na sztucerze. - Spójrz na jego łapę. On jest ranny.
-Nel, zrozum. - przekonywał Staś. - On albo będzie się męczył albo może nas zabić.
-Po co miałbym was zabijać?
Dzieci spojrzały zdziwione na lwa.
-Co? - spytał Staś opuszczając sztucer.
-Chyba słyszałeś. - powiedział Egon.
-Tak, słyszałem. Ale... ty jesteś lwem. Rozumiesz co mówimy?
-Tak. Co w tym dziwnego?
-No, lwy i ludzie nie mogą rozmawiać w ludzkim języku.
-Niektóre zwierzęta mogą.
-Ale... - Stasiowi nie mieściło się to w głowie.
-Co wy tu robicie? Całkiem sami, w środku Afryki?
-Wracamy do domu, do Port Saidu. - powiedziała szybko Nel.
-Nie rozumiem. - odrzekł lew.
-Najpierw ty opowiedz o sobie. - poprosił Staś.
Egon popatrzył na niego przez chwilę.
-Moją matkę wychowali ludzie. - powiedział. - Potem mama przyprowadzała mnie i moją siostrę i kuzyna do nich. Tak jakby więc żyłem z ludźmi niemal na co dzień. Gdy miałem 2 lata, musiałem opuścić rodzinę. No a dzisiaj po prostu sobie idę i wpadam w to. - spojrzał na pułapkę.
-My zostaliśmy porwani, potem się uwolniliśmy a teraz próbujemy wrócić do domu. - powiedziała Nel.
-Ile w tym siedzisz? - zapytał Staś wskazując na sidła.
-Od południa. Tak plus minus. - odpowiedział Egon.
W tym momencie temat się wyczerpał. Żadne z nich nie miało pojęcia co teraz powiedzieć. Staś nadal nie ufał temu lwu.
W końcu Nel wróciła do obozu. Po chwili wróciła z kawałkiem mokrego materiału w ręku. Z lekką obawą podeszła do lwa.
-Mogę? - spytała wskazując na zranioną łapę.
Lew spojrzał na nią i położył łeb na przednich łapach.
-Tak. - powiedział.
Dziewczynka podeszła bliżej i przemyła ranę. Lew syknął z bólu.
-Bardzo Cię boli? - zapytała Nel.
-Tak.
-Możemy Ci jakoś pomóc? - Nel spojrzała na lwa.
-Ludzie do których mama nas zabierała mieszkali w Port Saidzie. Dwóch przyjaciół, inżynierów. Chyba Tarkowski i Rawlison.  Mógłbym was tam zaprowadzić. Może oni wam pomogą dalej.
-To nasi ojcowie. - odparł zdziwiony Staś.
-Naprawdę? Wychodzi na to że moją matkę wychowywali wasi rodzice.
-Ale... co z tą łapą? - Staś powtórzył pytanie przyjaciółki.
-Nie wiem. Sam nie dam rady się uwolnić.
-Możemy Cię uwolnić. Prawda Stasiu?
Staś nie odpowiedział. Nadal nie mógł zaufać temu lwu.
-Dobrze. - powiedział w końcu. - Ale już za ciemno. Nic nie będzie widać. Musimy spróbować rano.
-Zgoda. - odparł Egon.
* * *
Późno w nocy Egon nie spał, w przeciwieństwie do Stasia i Nel. Miał tajemnicę. Musiał znaleźć kogoś kto byłby w stanie pomóc jemu i być może wszystkim żyjącym. Wiedział jednak że najpierw musi poznać i sprawdzić czy ta dwójka się nadaje.
* * *
Na drugi dzień rano cała trójka musiała ustalić pewne rzeczy. Stanęło na tym że Egon pomoże im wrócić do domu a Staś i Nel pomogą lwu.
-Słuchajcie. W Afryce jest taka dżungla. W jej sercu jest pewne miejsce gdzie ukryty jest skarb warty wiele miliardów. Trzeba go zniszczyć bo jeśli wpadnie w niepowołane ręce może wyrządzić dwa razy więcej zła niż jest wart. Musi to jednak zrobić odpowiednia osoba, której nie ogarnie chciwość na widok tego skarbu. - Widząc pytające spojrzenia obojga wyjaśnił - osoba chciwa nie da rady zniszczyć takiego bogactwa.
-A czemu nie zniszczysz tego ty albo inne zwierzęta? - przerwał Staś.
-Bo nie możemy. Ale resztę powiem wam później, gdy będę miał pewność że się nadajecie. I nie będzie to łatwe zadanie. - po chwili przerwy dodał - Dobra, zmieńmy może temat.
-Zaraz. - nie zrozumiał Staś. - Jak to w końcu będzie? Będziemy iść na około i coraz bardziej zbliżać się do domu żeby nas żołnierze Mahdiego nie złapali, a jeśli uznasz że się nadajemy, to później jak?
-Żeby dojść do Port Saidu z tego miejsca gdzie teraz jesteśmy, trzeba przejść dżunglą lub sawanną. My przejdziemy dżunglą bo na sawannie łatwiej mogą nas zauważyć.
-Dobrze. Jak otworzyć tą pułapkę? - zapytał Staś.
-Trzeba rozewrzeć te ostrza.
* * *
Tydzień później, gdy rana na łapie Egona się zagoiła a Staś nabrał zaufania co do czystości intencji lwa, wszyscy wyruszyli w dalszą drogę. Nel przez część dnia szła sama, później jednak jechała na grzbiecie Egona.
Gdy po całym dniu drogi zatrzymali się na noc, na horyzoncie oprócz zachodzącego słońca majaczył zarys dżungli.
-Za kilka dni powinniśmy wejść w las. - oznajmił Egon patrząc na horyzont.
-Ale dokładnie za ile? - chciała wiedzieć Nel.
-To zależy od tego jak szybko będziemy iść. Może dwa, może więcej dni. - po chwili dodał - Słuchajcie, wcześniej zapomniałem wam o tym powiedzieć. Mówiłem wam że wasi ojcowie wychowywali moją matkę która później mnie i moje rodzeństwo do nich przyprowadzała. Wasi ojcowie wiedzą że mogą ze mną i z Elzą rozmawiać, tak jak ja teraz z wami.
-A z twoją mamą też? - zapytała Nel.
-Też, ale moja matka zginęła jak miałem jakieś 2 lata.
-Aha. A ta Elza? - dopytywał się Staś.
-To moja siostra. Jak mieliśmy dwa lata na nasze stado napadli kłusownicy. Zabili ojca i lwice które broniły młodych (w tym moją matkę), reszta stada uciekła. Nie jestem pewny czy stado w którym się urodziłem nie rozpadło się.
Przy kolacji Nel nagle spytała:
-Egon, jak lwy polują?
-Na pewno widziałaś polujące koty. Tu jest podobnie tyle że lwy polują grupowo i na inne zwierzęta niż koty domowe. - wyjaśnił Staś, uprzedzając lwa.
-Mógłbyś mi pokazać? - poprosiła lwa Nel.
-Nie będziesz się bała? - dopytywał się Staś.
-Wiem jak lwy polują, Stasiu. Czytałam o tym. Ale chciałabym zobaczyć naprawdę.
-To chodź. - Egon podniósł się z ziemi. Po reakcji Stasia lew domyślał się że Nel może się bardzo wystraszyć widząc polowanie na żywo. Co innego czytać o tym w książkach a co innego zobaczyć to na własne oczy. Postanowił więc udać nieudane polowanie.
Gdy odeszli na sporą odległość od obozowiska, Egon kazał Nel wejść na drzewo żeby lepiej widziała a sam zaczął się skradać w kierunku grupki guźców. Skradając się, specjalnie (a może przypadkowo?) spłoszył niedoszłe ofiary. Mimo to zaczął je ścigać; zatrzymał się jednak po krótkiej pogoni.
-Polowanie nie zawsze się udaje. - wytłumaczył Nel gdy ta zeszła z drzewa.
***
Gdy późnym wieczorem Staś i Nel już spali, Egon poszedł tym razem na prawdziwe polowanie. Tym razem udało mu się upolować guźca. Gdy po kolacji wrócił do obozu była już późna noc. Położył się więc i patrzył za horyzont. Po pewnym czasie jednak, także zasnął.
Gdy rano się obudził, dzieci już nie spały. Lew podszedł do nich. Po kilkunastu minutach cała trójka ruszyła w dalszą drogę. W stronę lasu.
-Egon, ty byłeś już w tym lesie? - zapytał Staś po drodze.
-Pewnie że tak. - lew spojrzał na niego. - Tego skarbu pilnuje trzech strażników. Ja jestem jednym z nich.
-A pozostali? - zapytała Nel.
-Pozostali to gepard i lampart. I proszę was, nie pytajcie o to na razie. Dowiecie się wszystkiego w odpowiednim czasie.
-Ale czemu? - dopytywała się Nel.
-A co jeśli usłyszy nas ktoś kto nigdy nie powinien się o tym dowiedzieć?
-No tak. - przyznał Staś. - Byłoby z tym trochę kłopotów.
-Trochę? - Egon spojrzał na Stasia zatrzymując się. - CAŁY ŚWIAT MIAŁBY POWAŻNE KŁOPOTY. Od takiego bogactwa wielu przewróciło się w głowach. A jeśli ktoś jest łasy na bogactwo to możecie sobie wyobrazić.
-No, rzeczywiście.
-A jeśli my się zgubimy w tym lesie? - przestraszyła się Nel.
-Jeśli nie zboczymy ze ścieżki to niema szans żebyśmy się tu zgubili. - uspokoił dziewczynkę lew.
Potem wszyscy szli w milczeniu, pogrążeni we własnych myślach. Po kilku minutach Nel wciągnęła Stasia do rozmowy; Egon ich jednak nie słuchał. Cały czas się zastanawiał czy dobrze wybrał. Wydawali mu się odpowiedni. Co jednak jeśli się myli? Raz podjętej decyzji nie mógł już cofnąć. Zwłaszcza że Staś i Nel już trochę dowiedzieli się o tym od niego. Jakby tego było mało, będzie też musiał przekonać pozostałych strażników o słuszności swej decyzji. A wiedział że nie będzie łatwo. Zwłaszcza że sam nie był pewny czy dokonał dobrego wyboru. Bez względu na wszystko nie mógł się jednak wycofać. Z rozmyślań wyrwał go głos Nel.
-Słuchajcie, co tam się dzieje? - szepnęła przerażona dziewczynka.
Oboje spojrzeli we wskazanym kierunku. Staś nie był pewny ale Egon wiedział.
-To nic. - uspokoił dzieci. - To tylko stado hien kłóci się podczas obiadu.
-Nie podejdą do nas? - pytała dalej Nel.
-Nie. A wiesz dlaczego?
-Nie.
-Bo hieny boją się lwów. Nie oznacza to jednak że nie umieją walczyć. Lepiej więc zostawić je w spokoju. Chodźmy dalej.
***
Po kilku dniach stanęli na skraju lasu. Był to jednak wieczór i postanowili dopiero rano wejść w las. Na razie rozbili obóz na noc.
-Stasiu, jakie zwierzęta żyją w tym lesie? - spytała w pewnym momencie Nel.
-Małpy na pewno. Egon, jakie tam mogą być jeszcze zwierzęta?
-Różne. - odparł lew. Był zmęczony i nie miał ochoty na rozmowę. - Szympansy, goryle, ptaki, owady, gady, tu żyje wiele zwierząt. Nie sposób wymieniać wszystkich. Jutro wejdziemy w las to sami się przekonacie.
-A ile będziemy iść tym lasem?
-Zależy jakim tempem.
***
Rano, gdy wszyscy już wstali, Egon powiedział:
-Słuchajcie. Tu jest względnie bezpiecznie. Lepiej jednak zachować ostrożność. I, Stasiu, przez las ja będę prowadził, nie ty, zgoda?
-Zgoda. - zgodził się Staś.
Gdy weszli w las dwójka dzieci była pod wrażeniem. Wysoko nad ich głowami rozciągały się korony i wierzchołki drzew, tak gęste że nie było widać przez nie nieba. Panował tu półmrok. W koronach drzew słychać było nawoływania wielu gatunków ptaków i małp. Z gałęzi zwisały liany niektóre do złudzenia przypominające ogromne węże. Na gałęziach wygrzewały się węże, na ziemi ukrywały się jaszczurki a nad wodą zapewne także płazy. Cały ten obraz dopełniała niezliczona liczba żuczków, owadów, insektów. Niemal na każdym kroku rosły piękne kwiaty i krzewy.
Nel rozglądała się w około i miała ochotę przypatrzeć się z bliska jakiemuś kwiatu. Egon zabronił jej jednak mówiąc że większość roślin jest tu trująca i lepiej nie ryzykować. Lew dodał też że powinni dotrzeć do rzeki przed zmrokiem bo w nocy jest tu tak ciemno że prawie nic nie widać. W przeciwnym bowiem razie będą musieli rozbić obóz tam gdzie zastanie ich noc. A przecież kończyła im się woda i dobrze byłoby uzupełnić jej zapasy.
Ścieżka była wąska i miejscami zasłaniał ją gąszcz niemal nie do przebycia. Egon szedł więc pierwszy, później Nel, a na końcu Staś.
***
-Co się stało? - zapytał Staś gdy Egon nagle stanął.
-Jesteśmy nad rzeką. - oznajmił lew. Tak byli zajęci podziwianiem wyglądu dżungli że nie zauważyli że szli cały dzień. - Tu jednak jest zbyt stromo. Nie zejdziemy tędy. - dodał jakby do siebie. - Słuchajcie, - odwrócił się do dzieci. - rozbijemy tutaj obóz a rano poszukamy brodu i mniej stromego zejścia.
-Ale Egon, mówiłeś że znasz tą dżunglę.
-I znam. Tu się ta ścieżka kończy. Musimy teraz przejść kawałek wzdłuż rzeki a za brodem pójdziemy następną ścieżką. - odparł lew ściszając głos do szeptu przy słowach "wzdłuż rzeki".
-Owoce rosną tam, prawda? - spytała Nel wskazując ręką korony drzew.
-Jedne wysoko, inne niżej. - odparł Egon. - Coś wam pokażę. - dodał i zaryczał.
Kilka minut później z jednego z drzew zeskoczył szympans.
-O witaj Egonie. Właśnie moje stado szykuje się do snu. Co Cię tu sprowadza? - zapytał zerkając ukradkiem na Stasia i Nel.
-Mam do Ciebie prośbę. - odpowiedział mu Egon. - Czy mógłbyś przynieść dla nich trochę owoców?
-Jasne. Najpierw jednak chciałbym zamienić z tobą słówko. W cztery oczy.
-Dobra. Zostańcie tu.
Gdy odeszli trochę dalej szympans zapytał:
-Po co ich tu przyprowadziłeś?
-Sprawy strażników diamentu. Więcej nie mogę powiedzieć.
-Aha, no ale rób jak chcesz. Byłem tylko ciekawy. Dobra, jeśli pozwolisz, pójdę już po te owoce. Trochę mi się spieszy. Stado zacznie pewnie zaraz mnie wołać.
-Idź, nie zatrzymuję Cię przecież.
Szympans wszedł z powrotem na drzewo a Egon wrócił do obozu który w międzyczasie Staś zdążył rozbić.
Po 30 minutach szympans wrócił z owocami. Gdy ponownie wrócił do stada, w korony drzew, Egon wyjaśnił:
-Niektóre zwierzęta nie są miłe dla obcych. Nikt jednak w tym lesie nie zrobi nic złego temu kto jest z którymś ze strażników. Nic wam więc teraz nie grozi ale spójrzcie w górę. Większość nie będzie długo czekać jeśli się oddalicie.
Gdy to mówił, Staś rozpalił małe ognisko, w bezpiecznej odległości od roślin.
Po kolacji Egon powiedział:
-Słuchajcie i starajcie się zrozumieć bo to bardzo ważne a ja nie będę mógł wam tego powtórzyć żeby nikt niepowołany tego nie usłyszał.
Staś i Nel przysunęli się bliżej do lwa, na tyle by móc usłyszeć ściszony głos.
-Sto metrów od drugiego brzegu rzeki, idąc ścieżką, są ruiny jakiejś starożytnej budowli. W jej podziemiach jest ukryte przejście. Sto metrów pod ziemią jest grota do której właśnie idziemy. Nie mówię wam wszystkiego bo i tak to zobaczycie. I nie pytajcie o nic więcej. - po chwili dodał już normalnym głosem - Idźcie lepiej już spać. Jutro musimy wstać bardzo wcześnie.
***
-Nel, Stasiu, wstawajcie. Musimy już iść. - Egon obudził ich o czwartej rano.
Po godzinie wszyscy byli już gotowi do drogi. Lew poprowadził ich wzdłuż koryta rzeki, ostrzegając by nie zbliżali się za bardzo do brzegu. Po jakichś 15 minutach zeszli z urwiska mniej stromym kawałkiem. Następnie przeszli po płaskich kamieniach wystających ponad powierzchnię wody. I znowu ścieżką przez las. Tym razem po 20 minutach Egon się zatrzymał.
-To tu. - szepnął.
Stali przed na wpół spaloną chatką. Na około niej były kawałki murów i cegieł. Gdy weszli do środka, Egon podszedł do znajdującego się pośrodku paleniska i przeciągnął pazurami po jednym z kamieni, otwierając przejście. Zeszli na dół po kilkunastu stopniach i dalej szli dosyć długim korytarzem. Robiło się coraz bardziej zimno. W pewnym momencie znaleźli się w grocie.
-Zaczekajcie tu. - poradził lew i poszedł w głąb groty. Na przeciw niemu wyszły dwa koty. Gepard i lampart. Staś dopiero teraz je zauważył.
Lew porozmawiał z nimi przez chwilę. Potem poprosił dzieci żeby do nich podeszły. Gdy to zrobiły Egon powiedział:
-To są lampart Kodi i Gepard Nero. Pozostali strażnicy diamentu. Muszę ich przekonać że się nadajecie ale żeby mi uwierzyli musicie odpowiedzieć na trzy pytania.
-Pierwsze pytanie. - zaczął lampart. - Zostały wam ostatnie pieniądze a nieznajomy żebrak prosi was o (przypadkowo) dokładnie taką sumę. Co robicie? Dobrze się zastanówcie.
-Ile mamy czasu na odpowiedź?
-Dobę. - odparł gepard. - Teraz drugie pytanie: Wygrywacie ogromną sumę pieniędzy. Na co ją przeznaczycie?
-Pytanie trzecie. - dodał Egon. - Stasiu, wolałbyś mieć dziewczynę ubogą czy bogatą gdybyś miał wybierać między dwiema...Nel, znajdujesz w sklepie coś, czego od dawna szukałaś po wszystkich sklepach. Jednak został ostatni egzemplarz a inne dziecko koniecznie chce to mieć. (Chodzi mi oczywiście o jakąś zabawkę). Co robisz?
-Zastanówcie się do jutra nad odpowiedziami. - powiedział Kodi. - Egon, pokaż im ich pokoje.
Gdy Kodi i Nero odeszli, Egon zaprowadził ich do pokoi.
-Do jutra musicie odpowiedzieć na te pytania - wyjaśniał po drodze. - A później wszystko wam wytłumaczymy. - gdy doszli do pokoi, lew dodał: Zaczekajcie tu na mnie. Załatwię coś i wrócę niebawem.
Gdy Egon odszedł, dzieci weszły do swoich pokoi i je obejrzały. Później Nel poszła do Stasia i zaczęli rozmowę. Egon wrócił po 2 godzinach. Przyniósł im obiad. Później, gdy zjedli, do wieczora mogli robić co chcieli. Egon posiedział z nimi jeszcze chwilę po czym wrócił do siebie.
***
Następnego dnia rano wszyscy zebrali się w tej samej sali co poprzedniego dnia.
-I jak? Jakie są wasze odpowiedzi na pytania? - zapytał lampart.
-A czy mógłbyś powtórzyć to pytanie? - poprosił Staś. Gdy lampart spełnił jego prośbę, Staś odpowiedział: Dałbym mu te pieniądze.
-Dobrze. Przypomnieć następne pytanie? - spytał gepard.
-Poproszę.
Gepard powtórzył pytanie.
-Na to co w tej chwili byłoby potrzebne. Albo dałbym ojcu te pieniądze bo tak dużą sumą wolałbym nie zarządzać. - odpowiedział Staś.
Egon powtórzył trzecie pytanie. Tym razem Nel powiedziała: Próbuję się dogadać z tym dzieckiem a co później, to zależy co to by była za zabawka.
-Stasiu? - Egon zwrócił się do chłopca.
-Chciałbym mieć tę dziewczynę która chciałaby mieć mnie. Obojętne czy byłaby bogata czy uboga.
-Dobrze. - rzekł lampart. - A teraz jeszcze jedno pytanie: Czy były to szczere odpowiedzi?
-Jak najbardziej. - odpowiedziała Nel.
-I co powiecie? - Egon zwrócił się do pozostałych strażników.
-Ja uważam że jeśli odpowiedzieli szczerze to się nadają. - odpowiedział gepard.
-Ja też. - dodał lampart.
-Więc chodźcie. - lew zwrócił się tym razem do dzieci. Poprowadził ich długim korytarzem. Mimo że korytarz złudnie ciągnął się kilometrami, po 15 minutach byli na miejscu.
-Nie dotykajcie ścian. - lampart ostrzegł dzieci w pewnym momencie gdy szli jeszcze tunelem.
-Czemu? - chciała wiedzieć Nel.
-To jest rodzaj ochrony przed nieproszonymi gośćmi. - odpowiedział Egon zanim lampart zdążył otworzyć pysk. - Dotknięcie ściany uruchamia pułapki.
***
-Jesteśmy na miejscu. - powiedział Egon gdy weszli do groty znajdującej się na końcu tunelu.
Grota była okrągła. Na jej środku znajdował się ogromny diament. Miał może metr wysokości i pół metra średnicy.
-To jest ten skarb którego pilnujemy. - oznajmił Egon. - Zauważyliśmy jednak że jego ochrona słabnie coraz bardziej. Pułapki nie włączają się czasami. Dlatego musieliśmy znaleźć kogoś, komu na tyle nie będzie zależało na bogactwie by dał radę zniszczyć ten diament i nie mówić o nim później innym. Te pytania miały na celu sprawdzenie w jakim stopniu zależy wam na pieniądzach.
-Ale... jesteście przecież strażnikami tego diamentu. - zauważył Staś. - Co będzie z wami jeśli ten diament zostanie zniszczony?
-Wtedy będziemy musieli pilnować żeby nikt nie trafił w te okolice. - odpowiedział gepard.
-A jak właściwie mamy go zniszczyć? Diament to jeden z najtwardszych kamieni szlachetnych . - zauważył Staś.
-Tego nie wiemy. Musicie sami wymyślić. A wierzcie mi, ktoś kto przeszedł pomyślnie próbę z tymi trzema pytaniami, na pewno wymyśli jak zniszczyć ten kamień. - lampart mówił całkiem poważnie.
-Mamy na to jakiś wyznaczony czas? - spytał chłopiec.
-Nie. Ale dobrze byłoby jak najszybciej. Zanim ochrona w postaci pułapek całkowicie przestanie działać.
-Jakie to pułapki? - wtrąciła Nel.
-Nie chciałabyś wiedzieć. - odparł gepard.
-Dobrze, to my już pójdziemy. - lampart zwrócił się do Egona. - Ta dwójka jest pod twoją opieką, a ja Nero musimy coś załatwić.
Gdy Kodi i Nero wyszli, Staś zwrócił się do lwa:
-Ale ja naprawdę nie mam pojęcia jak zniszczyć ten kamień.
-Jest tu spora biblioteka. - uśmiechnął się lew. - Na pewno coś znajdziecie.
-Macie tu bibliotekę? - spytała Nel. - Ale czemu sami nie możecie go zniszczyć?
-Moglibyśmy, gdybyśmy niebyli strażnikami i nie pilnowali go.
-Aha.
-Pokazać wam drogę do biblioteki? - zapytał po chwili milczenia Egon. Dzieci nie zdążyły mu jednak odpowiedzieć bo wrócił Kodi.
-Egon, musisz nam pomóc.
-Zaraz przyjdę. - odpowiedział mu lew. - Macie tu mapę tych korytarzy. - powiedział do dzieci, wyjmując spory kawałek papieru ze skrytki w podłodze. - Spalcie ją jak tylko nauczycie się jej na pamięć. - dodał wkładając mapę w rękę Nel.
Gdy Staś i Nel zostali sami nie pozostało im nic innego jak tylko przestudiować mapę. Okazało się to łatwiejsze niż się spodziewali. Po 10 minutach wiedzieli już mniej więcej jak korzystać z tej mapy a po kolejnych 20 minutach siedzieli w bibliotece. Tu jednak sprawa była utrudniona. Biblioteka była ogromna. Było tam co najmniej 70 regałów pełnych książek, plus dodatkowe 30 na piętrze na balkonie. Biblioteka była bowiem okrągła. Na samym środku stały cztery fotele i mały stolik. Na około pod ścianami i prostopadle do ścian stało jakieś 70 dwudziesto metrowych regałów. Przy wejściu do biblioteki znajdowały się schody prowadzące na balkon rozciągający się pod sufitem na około całej biblioteki. Było na nim takie samo ustawienie regałów co niżej. Regały na piętrze były tylko mniejsze i było ich mniej, na tyle by się zmieściły i pozwalały na swobodne poruszanie się między nimi. Działów tematycznych także było sporo. Nie wiadomo było zupełnie od czego zacząć. Postanowili więc spytać się Egona, kiedy wróci, jak mogą sobie ułatwić szukanie; na razie postanowili rozejrzeć się mniej więcej co tu jest. A były to chyba wszystkie książki na świecie, jakie do tej pory zostały napisane.
Czas spędzony w książkach minął im tak szybko że nawet nie zauważyli że minęło już południe.
-Widzę że lubicie czytać. - usłyszeli nagle za sobą czyjś głos. Okazało się że był to lampart.
-Chcieliśmy na razie sprawdzić co tu tak mniej więcej jest. - odpowiedział Staś, zanim zrozumiał że kot żartuje.
-Tak tylko mówię. Chodźcie ze mną. - dodał tajemniczo. - Mamy gości.
-Gości? - zapytała Nel.
-Siostra Egona. I ich przyjaciel.
Kodi poprowadził dzieci do jednaj z sal w których ani Staś ani Nel jeszcze nie byli. Egon i Nero rozmawiali tam z dwójką jakichś lwów.
Gdy weszli rozmowa się urwała.
-Stasiu, wspominałem wam już o mojej siostrze. - zaczął Egon. - To jest Elza. - wskazał na lwicę. - A to Onyks, mój i Elzy przyjaciel z dzieciństwa. - dodał wskazując na drugiego lwa. Po chwili zwrócił się do dwójki lwów: To Staś i Nel. Pomagają nam w sprawie tego kamienia.
-Bardzo mi miło. - odpowiedziała lwica. - Zaraz?! Egon, to oni rozumieją co do nich mówimy?
-Też byłem zdziwiony. - odparł Staś.
-Jak coś to chyba będziemy mogli im trochę pomóc, co? - zapytał Onyks.
-Jeśli będziecie chcieli, to tak. - odparł Egon.
***
Od tego czasu Staś i Nel niemal całe dnie spędzali w bibliotece. Najczęściej towarzyszyli im Elza i Onyks. Rzadziej strażnicy bo mieli trochę mniej czasu i swoje obowiązki.
W międzyczasie Elza i Onyks dowiedzieli się o wędrówce Stasia i Nel i po krótkiej rozmowie z dziećmi oraz Egonem postanowili pójść dalej razem z nimi. Nikt jednak nadal nie wpadł na pomysł jak zniszczyć diament, aż do pewnego dnia. Elza znalazła jedną książkę pozornie nie różniącą się niczym od pozostałych, gdy jednak próbowali ją przeczytać, okazało się że nic z niej nie rozumieją. Była to książka naukowa zatytułowana "Kamienie szlachetne". Z trudem przebrnęli przez całą a że nic w niej nie znaleźli, odłożyli ją na bok z zamiarem że być może wrócą do niej później.
Dalsze poszukiwania nadal okazywały się bezskuteczne.
***
Pewnego dnia, gdy Nel była akurat sama w bibliotece i przeglądała stos książek leżący na stole, przypadkowo zrzuciła jedną z książek na podłogę. Książka, spadając, otworzyła się na jednej ze stron, okładką do dołu. Gdy Nel ją podniosła, zerknęła przypadkiem na jedno ze zdań. Nagle coś jej wpadło do głowy. Zaznaczyła miejsce w książce i zamknęła ją. Zerknęła na tytuł - "Kamienie szlachetne" i pobiegła po Stasia.
Staś rozmawiał akurat z Onyksem.
-Chodźcie szybko. Chyba coś mam. - zwołała Nel gdy tylko ich zobaczyła. Oboje natychmiast poszli za dziewczynką
-Słuchajcie, tu jest napisane że diament to najtwardszy z kamieni szlachetnych. Nie zniszczy go więc żaden inny kamień szlachetny. Można nim przeciąć szkło. Niektórzy jednak próbowali użyć dynamitu.
W tym miejscu dziewczynka przerwała i spojrzała na swych słuchaczy.
-Stasiu, masz dynamit? - zapytała.
-Nie mam. - odparł Staś. - A poza tym używanie dynamitu pod ziemią jest dość ryzykowne.
-Wiecie że może to być dobre rozwiązanie? - odezwał się Egon który akurat wszedł do biblioteki. - Ściany groty w której jest diament są dodatkowo wzmocnione, więc wybuch dynamitu nie powinien uszkodzić ścian ani sufitu.
-Ale skąd weźmiemy dynamit? - zapytał Onyks.
Egon uśmiechnął się chytrze.
-Ludzie, - powiedział - którzy mieszkali kiedyś tam gdzie teraz są te ruiny, mieli chyba nawyk zbierania i gromadzenia niebezpiecznych rzeczy. Jest tam pełno dynamitu. Wystarczy na pewno.
***
Teraz Stasiowi zostało tylko dokładne wyliczenie, co do wysadzenia diamentu dynamitem. W międzyczasie Nero przyniósł mu kilka lasek. Ostrzegł go też, że mimo dodatkowych umocnień, grota wytrzyma tylko pewną siłę wybuchu. Granicy tej niewolno było przekroczyć, żeby sufit się nie zawalił.
-Zdajecie sobie sprawę, - mówił Staś do Nel i trójki lwów. - że jesteśmy tu trzy miesiące, ta książka leżała na widoku od dwóch miesięcy a my dopiero teraz mamy jakiś pomysł. - po chwili dodał: - Mówię "jakiś" bo nie mam 100% pewności że to się uda. Czy na przykład ilość dynamitu potrzebna do wysadzenia diamentu nie przekracza wytrzymałości ścian groty na wybuch.
***
Po niecałej dobie przygotowań, wszystko było gotowe. Chwilę później okazało się że plan wypalił w stu procentach. Diament rozpadł się na kilkadziesiąt mniejszych kawałków, a ściany były nienaruszone. Teraz Kodi i Nero musieli pochować wszystkie kawałki w różnych miejscach w ziemi, w grocie do której wstęp mieli tylko strażnicy. Było to dość łatwe. Wystarczyło  przekazać taki kawałek taki kawałek jednemu z kretów a on już zaniósł go na odpowiednie miejsce. Jedyna trudność polegająca na tym że Nero i Kodi musieli dokładnie wskazać przyszłą kryjówkę, wymagała doskonałej znajomości terenu a także rodzaju gleby.
Staś i Nel natomiast niedługo mieli wyruszyć w dalszą drogę. A Egon, Elza i Onyks mieli pomóc im wrócić do domu. Jednak jak później mieli się przekonać, nie będzie to łatwe. Doskonała znajomość terenów miała też swoje wady. Egon doskonale wiedział że będą zmuszeni przejść przez całe terytorium jego największego wroga - lamparcicy Ratu. Była ona szczególnie niebezpieczna ze względu na czarne futro. Do tego nie darowała życia nikomu kto zapuścił się na jej terytorium. Była bezwzględna i bezlitosna. Zawsze musiała doprowadzić sprawę do końca. Jedynie jak dotąd tylko Egona nie udało jej się pokonać i z tego względu szczególnie go nie lubiła i atakowała przy każdej okazji.
Natomiast Elza i Onyks nigdy o niej nie słyszeli. Staś i Nel podobnie.
Tylko jak trzy lwy i dwoje dzieci ma przejść tamtędy niezauważone? Lamparcica mogła być wszędzie a terytorium było całkiem duże. Musieli jednak zaryzykować. Innej drogi nie było.
***
Dwa dni po wysadzeniu diamentu, Egon zebrał rano w bibliotece wszystkich, którzy mieli wyruszyć w dalszą drogę. Lepiej żeby wiedzieli co ich czeka.
-Po drugiej stronie rzeki, - zaczął gdy wszyscy się już zgromadzili. - Jest terytorium pewnej lamparcicy, kończące się na skraju lasu. Musimy tamtędy przejść bo innej drogi niema. Żeby jednak przejść tamtędy i nie zginąć, musimy być cicho. No i mieć trochę szczęścia. Ta lamparcica nikogo nie wypuści stamtąd żywego. Jest przebiegła, nieobliczalna, bezwzględna i nie zna litości. Do tego jest to czarna odmiana, więc będzie dwa razy trudniej ją zauważyć. Gdy wejdziemy na jej terytorium, będziemy musieli przejść tamtędy jak najszybciej i jak najciszej. Sprawę utrudnia jednak to, że mnie Ratu szczególnie nie cierpi i atakuje mnie przy każdej okazji...
-Dlaczego? - przerwała Nel.
-No właśnie, dlaczego? - dodała Elza.
-...bo jak dotąd nie udało jej się tylko mnie pokonać. A ona zawsze musi doprowadzić sprawę do końca.
-Na pewno nie można jakoś ominąć jej terytorium? - zapytał Onyks.
-Jak? Z jednej strony rzeka w której żyją krokodyle, z boku rzeka ma zbyt silny nurt i lepiej do niej nie wchodzić, z drugiej strony ogromny wodospad nad którym będziemy musieli później przejść, a z drugiego boku - bagna do których też radzę nie podchodzić.
-Szkoda. - odparł Onyks.
-A co będzie za wodospadem? - zapytała Nel.
-Wodospad ten oddziela sawannę od dżungli i stanowi granicę terytorium Ratu. Wiem że są na to raczej marne szanse ale dobrze by było gdybyśmy jej nie spotkali.
-A jeśli spotkamy ją poza jej terytorium? - zapytał Staś.
-To niemożliwe. Ona go nigdy nie opuszcza. - odparł Egon. - Chyba. - dodał w myślach.
-No dobra. A kiedy wyruszamy? - zapytał Onyks.
-Jutro rano, jeśli wszystkim pasuje. - odpowiedział Egon.
***
Następnego dnia musieli wstać dosyć wcześnie. Jak na razie szli bez większych przeszkód. Wieczorem rozbili obóz na noc. Noc też minęła spokojnie. Jednak drugiego dnia podróży doszli do rzeki. Brzegi były dość wysokie ale woda była nie płytsza jak do kolan. I było w niej pełno krokodyli.
-Jesteśmy przy granicy. - powiedział Egon, gdy stanęli na brzegu. - Pamiętajcie, teraz musimy być ostrożni.
-Mam dwa pytania. - powiedział Staś.
-Słucham?
-Ile czasu będziemy iść przez terytorium tej lamparcicy?
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to około tygodnia.
-I drugie pytanie. Jak my przejdziemy przez tą rzekę? Tu jest pełno krokodyli. Sam mówiłeś.
-Widzicie tamtą kłodę drewna leżącą w poprzek rzeki? Możemy przejść po niej.
Egon podszedł do kłody i sprawdził ją.
-Jeszcze nie spróchniała, chodźcie! - zawołał do reszty.
Gdy wszyscy byli już na drugim brzegu, Egon poprowadził ich szybko w głąb terytorium Ratu. Do wieczora nie spotkali jednak lamparcicy, co trochę zdziwiło lwa. W nocy to samo. Woleli jednak być ostrożni i każdy czuwał w nocy po kilka godzin.
Przez całą drogę ani razu nie spotkali Ratu. Nie wiedzieli jednak o jednym.
***
Ratu śledziła ich przez całą drogę, ale nie atakowała. Szła za nimi w pewnej odległości i dopiero gdy doszli do wodospadu, zdecydowała się na atak.
Tak naprawdę do wodospadu doszli wieczorem. Egon chciał żeby jak najszybciej się stąd wydostali więc chciał od razu przejść przez wodospad. Został jednak przegłosowany. Reszta była zmęczona, a poza tym uznali że teraz mało co widać i bezpieczniej będzie przejść tamtędy rano.
Gdy spali, Ratu podeszła do ich obozu. Pochyliła się nad Stasiem i zastanawiała się czy wbić mu zęby w szyję, czy nie. Nagle skoczyła na nią Elza. Lwica nie miała jednak szans z nią. Ratu, mimo zaskoczenia, szybko zdobyła przewagę nad Elzą. Błyskawicznie przycisnęła lwicę do ziemi, która upadając, przypadkowo uderzyła o coś głową, na tyle mocno, że straciła przytomność.
***
Warczenie Ratu obudziło Onyksa. Od dłuższego czasu obserwował walkę Elzy z Ratu, i dopiero teraz zaatakował lamparcicę. Ratu zdążyła tylko ugryźć lwicę w przednią łapę. Kątem oka zauważyła lwa, więc puściła Elzę i podniosła głowę. Chwilę po tym zaatakowała Onyksa.
Do walki jednak nie doszło. Ratu zobaczyła nagle przed sobą Egona.
-Noo, nareszcie cię pokonam. - szepnęła do siebie.
Egon był jednak szybszy. Uniknął ciosu Ratu, samemu ją raniąc. Po krótkiej walce, lamparcica uciekła w głąb swojego terytorium.
-Nic wam nie jest? - zapytał Egon, widząc że Staś i Nel się obudzili.
-Nie, a to była...? - zaczęła Nel.
-To właśnie była Ratu. Mówiłem żeby przejść przez wodospad jak najszybciej?
-Teraz i tak musimy poczekać. - powiedział Onyks. - Elza jest chyba nieprzytomna.
-Chyba? - Egon podszedł do siostry. - Nie możemy dłużej czekać. Ona może tu wrócić.
Wsadził sobie Elzę na grzbiet i przeszli wszyscy przez wodospad. Musieli jednak uważać bo kamienie po których szli, były śliskie. Na szczęście nikt nie spadł.
Rozłożyli obóz po drugiej stronie wodospadu. Nikt jednak już nie spał.
Tylko Ratu wróciła godzinę później. Stała po drugiej stronie wodospadu i wpatrywała się w Egona. Nie przeszła jednak na drugą stronę.
***
Elza odzyskała przytomność dopiero rano. Gdy próbowała wstać, okazało się że ma złamaną łapę. Tą, w którą wcześniej ugryzła ją Ratu.
Chcąc nie chcąc, musieli więc zrobić dłuższy postój. Egonowi nie podobało się tylko że tak blisko granicy. Nie miał jednak wyboru.
Domyślał się że Ratu najprawdopodobniej czai się gdzieś w pobliżu wodospadu. Mimo wszystko, przez cały miesiąc postoju, nie widział jej.
***
Miesiąc później weszli na sawannę. Niestety zaczynała się akurat pora sucha. Zwierzyny łownej było mało. Musieli się więc postarać, żeby mieć co jeść. Z wodą było gorzej. Podczas upałów kończyła szybciej, a na wodę nadająca się do picia, ciężko było natrafić.
***
Dwa miesiące później, natrafili na akacjowy zagajnik przy rzece. Mimo pory suchej była w jej korycie woda.
Pewnego popołudnia Nel wróciła do obozu z dziwną miną.
-Wiecie co? - powiedziała do Stasia i Elzy, (reszta akurat spała), - poszłam na spacer, trochę dalej od obozu i wiecie co zobaczyłam? Tam jest chyba dym z ogniska. - wskazała ręką kierunek wzdłuż rzeki.
-Dym z ogniska? - upewnił się Staś.
-Tak.
-Chodźcie! No co tak stoicie. Zobaczymy co to. - zawołała Elza i pobiegła parę metrów.
Dzieci poszły jej śladem.
-To tu. - oznajmiła w pewnym momencie Nel.
Znajdowali się nad wąwozem, na którego dnie rozbił ktoś obóz. Byli tam jacyś ludzie, nie było jednak widać ich twarzy. Mimo to Staś ich rozpoznał.
-Nel! - krzyknął. - To nasi ojcowie!

***
Godzinę później trzy lwy razem ze Stasiem i Nel siedzieli w obozie panów Tarkowskiego i Rawlisona. Staś i Nel zeszli do wąwozu, do ojców, a Elza poszła po brata i po przyjaciela.
Gdy dzieci dowiedziały się że za dwa tygodnie wyruszają dalej, postanowiły porozmawiać z lwami.
Jeszcze tego samego dnia, wieczorem, Nel zagadnęła Egona:
-I co teraz będzie? My wrócimy do domu,...a wy?
-Mieliśmy pomóc wam dotrzeć do domu, czyż nie? Pójdziemy z wami do Port Saidu.
-A co później?
-Zobaczy się.
Nel niebyła usatysfakcjonowana odpowiedzią lwa. Nie pytała jednak o nic więcej.

***
Teraz wędrówka była o wiele łatwiejsza. Wyprawą dowodzili Tarkowski i Rawlison, więc Staś i Egon mieli więcej czasu na rozmowę i zabawę z Nel, Elzą i Onyksem.
W ten sposób podróż szybko im zleciała i nawet nie zauważyli, jak doszli do Port Saidu. Lwy posiedziały jeszcze jakiś czas w pobliżu miasta, a potem wróciły do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz