W Warszawskim zoo mieszkała dwuletnia lwica o imieniu Cleo. Była jedynym lwem w tym ogrodzie. Rodziców nie znała a jej wspomnienia z dzieciństwa ograniczały się do wizyt u weterynarza.
Pewnego razu, gdy zwierzęta jak co wieczór wyszły poza wybiegi, zagadnęła ją najstarsza ze słonic mieszkających w tutejszym zoo:
-Cześć Cleo. Znasz może historię swojej rodziny?
-Nie. A czemu pytasz?
-Najprawdopodobniej nikt oprócz mnie już tego nie pamięta. Byłam małym słoniątkiem gdy wszystko się zaczęło. A chciałabym żebyś znała dzieje swojej rodziny. Życie Cię nie oszczędziło. Prawie całe dwa pierwsze lata życia w szpitalu.
-Ale co w tym złego że nie znam przeszłości rodziny?
-Nic. Po prostu uważam że lepiej byłoby gdybyś ją znała.
-Aha. - pokiwała głową lwica. - Ale, mówiłaś że co się zaczęło gdy byłaś mała? - zapytała po chwili.
-To będzie długa historia. Może pójdziemy do mnie?
-Dobrze. - zgodziła się Cleo.
* * *
Naprawdę? - nie dowierzała Cleo gdy jej rozmówczyni późno w nocy skończyła opowiadać. - Naprawdę żył tu tygrys nienawidzący lwów? Naprawdę mój prapradziadek znał się na komputerach, tak jak ja? Naprawdę mam brata i miałam siostrę?
-Tak. - potwierdziła słonica. - Zapomniałaś się jeszcze spytać czy naprawdę twój ojciec umarł zanim się urodziłaś i czy naprawdę twoja matka cię odrzuciła. - dodała ze śmiechem.
-A czemu Mara nie przeżyła?
-Twoja siostra urodziła się z wadą płuc.
-A Leo?
-Jak mieliście miesiąc twój brat w niewyjaśnionych okolicznościach trafił do cyrku.
-A ja?
-Ty urodziłaś się chyba ze wszystkimi możliwymi wadami. Ale widocznie byłaś silniejsza od Mary bo część udało się wyleczyć a część sama ustąpiła. Nie miałaś jednak problemów z płucami. Mimo wszystko leczenie trwało dwa lata.
* * *
Po tej rozmowie Cleo zawzięcie szukała w internecie jakichkolwiek informacji na temat historii zoo w którym przyszła na świat. Dopiero po tygodniu udało się jej znaleźć dane dotyczące cyrku w którym prawdopodobnie znajdował się jej brat (na szczęście słonie znały nazwę tego cyrku). Było to nawet całkiem blisko bo okazało się że trupa będzie grać w najbliższych dniach na obrzeżach miasta.
* * *
Trafiła akurat na występ. Musiała więc poczekać. Gdy godzinę później weszła do pomieszczeń dla zwierząt, inne lwy nie przyjęły jej przyjaźnie. Mimo to lwica nie zraziła się.
-Który z was ma na imię Leo? - spytała cztery młode lwy będące na oko w jej wieku.
-Ja, a co? Masz jakąś sprawę? - lew nawet nie podejrzewał że rozmawia ze swoją siostrą. - I od kiedy lew może sobie tak po prostu chodzić gdzie chce? Wracaj lepiej do siebie zanim ludzie Cię zauważą i będziesz miała kłopoty.
-Nie kojarzę Cię. - wtrącił inny lew mieszkający razem z Leo. - Ty chyba nie jesteś stąd.
-Nie, ja jestem z zoo w Warszawie. Pamiętasz coś może? - lwica zwróciła się do brata.
-Nie wiem. A dlaczego chcesz to wiedzieć? - spytał podejrzliwie.
-Bo ty się tam urodziłeś a ja jestem twoją siostrą.
-Co?!
-Urodziłam się 15 czerwca dwa lata temu.
-Ja też!
-I mieliśmy też siostrę Marę, ale ona umarła chwilę po narodzinach.
Cleo miała nadzieję że udało jej się przekonać brata i że wrócą razem do domu. Ale gdy
mu to powiedziała, lew odparł:
-Zdajesz sobie sprawę że nie mogę uwierzyć Ci na słowo. Wychowałem się tu, mieszkam w tym cyrku odkąd pamiętam, a tu nagle przychodzi jakaś lwica i mówi że jestem jej bratem. Niee. Musiałaś mnie z kimś pomylić.
-Możesz pójść ze mną i posłuchać opowieści pewnej słonicy. Później jak będziesz chciał to ja nie bronię Ci tu wrócić. Możesz chyba na chwilę wyjść, nie?
-No, ewentualnie mógłbym. Ale pod warunkiem że odprowadzisz mnie z powrotem. Nie jestem pewny czy umiałbym tu sam trafić. Nigdy nie wychodziłem dalej niż na wybieg i arenę.
-Czyli pójdziesz ze mną? - ucieszyła się lwica.
Leo nie zdążył odpowiedzieć. Usłyszeli czyjeś kroki na zewnątrz.
-Schowaj się. - syknął lew.
Gdy treser wszedł do środka, Cleo ze swojej kryjówki doskonale go widziała. Widziała też jak wszyscy cofali się na drugi koniec klatek gdy ten przechodził obok. Zaraz za nim wszedł jakiś aktor i zawołał kolegę. Gdy oboje wyszli jeden z dorosłych lwów powiedział:
-Nie dacie rady wyjść ani ich przechytrzyć. Ten co tu przyszedł pierwszy jest naprawdę okropny i moim zdaniem nie powinien mieć kontaktu ze zwierzętami. Oni wszyscy są zbyt sprytni. To dlatego Leo powiedział Ci że nigdy nie wychodził dalej niż poza teren cyrku. Jeśli Cię złapią już im nie uciekniesz.
-Udało mi się wejść to uda mi się wyjść.
-No, ewentualnie nocą gdy wszyscy będą spać. - kontynuował lew. - A nie, przepraszam, w nocy wystawiana jest warta. Nie wiem po co i nie chcę wiedzieć. Pozostaje jednak problem: klatka tych podrostków zamykana jest na kod który zna tylko nasz opiekun. To ten co tu przed chwilą był. Jak chcesz poznać ten kod?
-Mogę schować się w takim miejscu że będę widziała jakie guziki wciska. Na przykład tu. -
Cleo weszła za jakieś skrzynie i pudła stojące trochę z boku. - I jak, widać mnie?
-Nie widać, - odparł Leo - ale lepiej żeby ludzie byli tego samego zdania. Masz przechlapane jeśli ktoś Cię tu znajdzie.
Gdy dwie godziny później treser wrócił z zamiarem zmienienia kotom wody, Cleo uważnie się przyjrzała jakie cyfry wciska ich opiekun. Gdy zostali sami lwica natychmiast opuściła kryjówkę i otworzyła klatkę. Udało im się wyjść niepostrzeżenie poza teren cyrku. Poszło tak gładko że Leo był pod wrażeniem.
* * *
Powrót zajął im niecałą godzinę. Na miejscu Leo zupełnie nie spodziewał się takiej reakcji.
-Leo. Dobrze Cię znowu widzieć. Miałeś niecały miesiąc gdy widziałam Cię ostatni raz. A teraz jesteś prawie dorosły.
Leo nie wiedział co odpowiedzieć. Nie znał tu nikogo.
-Opowiesz mu to co ostatnio mi opowiadałaś? - spytała Cleo.
-Jasne. Ale Leo, nie jesteś zmęczony? Nie wyglądasz dobrze. Może teraz odpoczniesz a opowiem Ci jutro.
-Może i tak być. - zgodził się lew. Rzeczywiście, był zmęczony.
Cleo rzuciła okiem na brata. Dopiero teraz zauważyła coś co wcześniej umknęło jej uwadze. Tamten lew miał rację mówiąc, że ich opiekun nie powinien mieć kontaktu ze zwierzętami. Leo wyglądał jakby go głodzili. Miał zapadnięte boki, futro było w fatalnym stanie.
-To co Leo? Idziemy? - Cleo ruszyła w stronę wybiegu lwów. Jej brat podążył za nią.
Gdy weszli na wewnętrzny wybieg Leo zatrzymał się w progu. Całe to otoczenie przywołało dawno zatarte wspomnienia. Były na tyle wyraźne że mimo zmęczenia długo nie mógł zasnąć.
* * *
Gdy rano Cleo wyszła z jaskini, Leo już nie spał. Siedział przy wejściu.
-Cześć braciszku. Wyspałeś się?
-Można tak powiedzieć.
-Można tak powiedzieć? Dobrze, chodźmy na śniadanie a potem do słoni.
* * *
Gdy koty jadły, wygląd Leo nie uszedł uwadze opiekunów. Jednak z wizytą u weterynarza trzeba było poczekać ze względu na chwilową nieobecność lekarza.
* * *
-Kiedyś mieszkały tu dwa lwy: Rosa i Dukat. Mieli oni trzech synów. Ale w międzyczasie przez pewien czas mieszkał tu też pewien tygrys. Nie lubił on lwiątek a szczególnie Zulusa, Amora i Arko. Tą trójkę za wszelką cenę próbował pozbawić życia ale na szczęście nie udało mu się to. Parę lat później Rosa padła ze starości, Dukata przewieziono do innego zoo a tutaj trafiła młoda lwica z cyrku. Tej czwórce udało się pozbyć Minora. Jakiś czas później po unieszkodliwieniu tygrysa, przyjechały do nas kolejne dwie lwice a Sofia urodziła czwórkę kociąt. Gdy lwiątka miały rok, wszyscy pojechali do Afryki. Z tej wycieczki dwie z trzech dorosłych lwic nie wróciły. Nie chcieli mówić co się tam wydarzyło. Wiem tylko że pokonali Minora - słonica uprzedziła pytanie Leo. - Rok po powrocie czwórka rodzeństwa pojechała do innych ogrodów zoologicznych. Pozostałe lwy zostały już tu do końca życia. Wasi dziadkowie i rodzice chyba nawet nie wiedzieli o historii z tym tygrysem. Nie wiem. W każdym razie i oni się o to nie pytali i ja im nie mówiłam. - zakończyła.
-Aha. - Leo popatrzył przed siebie zamyślony.
* * *
-Opowiedz mi o swojej przeszłości. - poprosiła Cleo gdy wracali od słoni.
-Nie chcę o tym mówić. - odparł lew.
Było już popołudnie. Po powrocie do domu oboje położyli się na kopule na swoim wybiegu.
-Nadal chcesz wracać? - spytała lwica w pewnej chwili.
Leo nie odpowiedział. Oparł głowę na przednich łapach i patrzył przed siebie. Mogłoby się wydawać że w ogóle nie usłyszał pytania.
Lwica nie otrzymawszy odpowiedzi nie pytała o nic więcej.
Oboje pogrążyli się we własnych myślach. Leo zastanawiał się co teraz: zostać z nowo odnalezioną siostrą w nieznanym otoczeniu, czy może wracać do znanych miejsc w których się wychował ale gdzie nikt go nie lubił.
* * *
Minęło pół roku. Gdy Cleo zobaczyła brata pierwszy raz po okresie kwarantanny u weterynarza, w pierwszej chwili nie poznała go. Gdy znowu mogli razem mieszkać lwica nalegała Leo żeby ten opowiedział jej o swoim życiu w cyrku. Dla lwa nie był to miły temat do rozmowy ale coraz bardziej ulegał prośbom siostry.
* * *
Gdy Cleo usłyszała historię brata była przerażona.
-Przecież nikt nie przeżyłby w takich warunkach!
-Ze wszystkich w tym cyrku tylko weterynarz był miły. Nie mógł jednak wpłynąć na decyzję dyrektora i tresera o poprawieniu warunków.
-I to dlatego nie boisz się weterynarzy. - zamyśliła się lwica.
-Co się tam dzieje? - spytał Leo widząc ruch przy wybiegu tygrysów.
-Nie wiem i nie interesuje mnie to. - rzuciła Cleo. - Mam chyba uraz do tygrysów.
Leo poszedł sprawdzić co jest powodem zbiórki pracowników zoo. Gdy po 15 minutach wrócił, jego siostra spytała:
-I co, coś ciekawego?
-Zadowolona to ty chyba nie będziesz. Tygrys. Po tylu latach nieobecności.
-Mam nadzieję że przynajmniej jeden. A kociak czy dorosły?
-Chyba jakieś dziesięć miesięcy.
-Mam nadzieję że nie będzie z nim problemów.
* * *
Tydzień po przyjeździe nowego mieszkańca zoo, rodzeństwo lwów siedziało przy fontannie i rozmawiało. A tu nagle z krzaków skacze na nich tygrys.
-Co ty robisz? - oba lwy nieźle się wystraszyły.
-Od kiedy lwy mają prawo żyć? - spytał mały z przekąsem, przysiadając na tylnych łapach, na przeciwko lwów.
Leo i Cleo wymienili spojrzenia.
-Jak Ci na imię? - spytała lwica.
-Harry. - odparł. - A co Ci do tego?
-Gdzie się wychowałeś? - spytał Leo.
-W Sydney. O co wam chodzi?
-Czy twój prapradziadek miał na imię Minor? - dopytywała się Cleo.
-Tak! - nie wytrzymał tygrys. - Powiecie mi w końcu o co wam chodzi?!
-Najpierw opowiedz o sobie i swojej rodzinie wszystko co wiesz. - warknął Leo.
-A niby dlaczego?
-Bo ja tak mówię.
-Musiałbyś mnie zmusić - odparł hardo tygrysek. Chwilę później Leo skoczył na niego i przytrzymał przy ziemi. - Dobra, dobra powiem. Tylko mnie puść.
-A ty uciekniesz. Mów. - powiedziała Cleo.
-Mama mi zawsze powtarzała że lwy nie mają prawa istnieć. Mówiła też, że jej dziadek Minor mówił jej matce (mojej babci) żeby jego ród dalej próbował zabić lwy żyjące lub urodzone w Warszawskim zoo. Nie wiem dlaczego. Ale to że Warszawskie lwy muszą zginąć, przechodzi od Minora z pokolenia na pokolenie.
-Aha. I pewnie uznasz to za kompletną bzdurę, gdy usłyszysz co motywowało twojego prapradziadka do takich czynów.
-Ale co?
-Całe jego życie. Brak miłości rodziców, brak zrozumienia. Poza tym to działo się jakieś cztery pokolenia temu. Około pięćdziesięciu lat temu. Nie uważasz że czas zakończyć tą historię?
-Moi rodzice nie żyją. Nie mam rodzeństwa. Mogę polubić lwy o ile nie spotka mnie podobny los do mojego prapradziadka.
-Czyli co, zgoda? W imieniu tych którzy zaczęli całą tą historię?
-Zgoda.
Cała trójka wróciła zgodnie na swoje wybiegi. Harry dostał szansę na życie bez zemsty sprzed lat; Leo i Cleo natomiast nie przypuszczali że załatwili kawał dobrej roboty. Zażegnali spór rozpoczęty lata temu, nie dopuszczając tym samym żeby historia powtórzyła się po raz trzeci.
* * *
Harry dorósł, kilka lat później założył rodzinę a z lwami się zaprzyjaźnił. Między lwami i tygrysami, po pięćdziesięcioletniej przerwie, na nowo zapanowały spokój i zgoda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz