Strony

11 sierpnia 2015

Tajemnice mieszkańców zoo (cz.1)



Pewnego dnia, kiedy Zulus obudził się rano i jak zwykle próbował namówić swoją mamę na zabawę (oczywiście ciągnąc ją za ucho i wchodząc na jej grzbiet), Rosa na niego warknęła i położyła się w drugim końcu groty. Zulus cofnął się zdziwiony. Takie zachowanie matki nie było dla niego rzadkością, ale rano zawsze mu na to pozwalała. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, ale tym razem lwica weszła do jaskini na wewnętrznym wybiegu i co dziwniejsze nie pozwoliła wejść tam Zulusowi. Mały lew był pewny, że jego ojciec zna powód takiego zachowania. Jednak chciał sam się tego dowiedzieć. Siedział więc przy wejściu i czekał aż mama wyjdzie. Rosa nie odpowiadała na wołanie syna i lwiątko znudziło się po dwóch godzinach.
Lecz kiedy lwica nie wyszła do wieczora, Zulus postanowił wejść do jaskini. Kiedy zbliżył się do wejścia…
– Nie wchodź tam teraz.
– Dlaczego? – spytało zdziwione lwiątko.
– Zobaczysz za parę tygodni. – odpowiedział tajemniczo jego ojciec. Zulus spojrzał na ojca ze zdziwieniem.
– Czemu dopiero za parę tygodni?
– Zobaczysz.
Na drugi dzień rano, gdy Zulus ze zdziwieniem przekonał się, że mama nie wyszła jeszcze z jaskini, zaczął wypytywać o to ojca. Rozmowa urwała się, gdy lwiątko zobaczyło, że na wybieg wchodzą opiekun i weterynarz. Na widok tego drugiego schowało się za ojca. Ale kiedy wyszli z groty, a potem z wybiegu i wrócili 15 minut później, ciekawość wzięła górę nad strachem przed weterynarzem i lwiątko weszło za nimi. Tym razem Rosa przyjęła swe starsze dziecko.
Niestety jedno z nowo narodzonych młodych było martwe. Dwa pozostałe ssały już mleko. Teraz dni mijały Zulusowi na przyglądaniu się jak mama opiekuje się dwoma pozostałymi przy życiu maluchami, ale nie był zazdrosny. W tym też czasie Rosa tolerowała jego zabawy (chyba, że młode akurat jadły). Ojcu natomiast jego zabawy na ogół nie przeszkadzały.
* * *
Dwa miesiące później Amor i Arko zaczęli zwiedzać wybieg. Czasami ze starszym bratem, ale głównie sami. Rosa obserwowała wycieczki swoich dzieci, ale pozwalała Zulusowi zbliżać się do młodszych braci. Między Zulusem a Amorem i Arko było tylko osiem miesięcy różnicy. Za mało żeby Zulus był dla nich zagrożeniem. Podczas jednej z takich wycieczek (było późne popołudnie i zarówno Rosa jak i Dukat spali w grocie na wewnętrznym wybiegu), gdy cała trójka siedziała na szklanej kopule i obserwowała hipopotamy, nagle coś podniosło Arko do góry. Amor i Zulus cofnęli się przerażeni.
– Co to za stwór? –spytał Amor.
– Tygrys syberyjski, Minor. Mieszka po sąsiedzku. Mama mówiła, że lepiej na niego uważać. – wyjaśnił Zulus, a po chwili dodał ciszej – idź po rodziców. Gdy Amor zniknął mu z oczu, próbował podejść Minora od tyłu i złapać go za ogon. Tygrys jednak szybko opuścił wybieg z Arko w pysku. Zulus pobiegł do jaskini.
* * *
- Mamo, siedzimy sobie na wybiegu i patrzymy na hipopotamy, a tu nagle jakiś wielki stwór zabiera Arko.
- Jaki wielki stwór? – Rosa nie zrozumiała syna.
I w tym momencie przyszedł Zulus.
- Mamo, Minor tu był.
W tej chwili Rosę ogarnęła wściekłość. Wiedziała co oznacza spotkanie dwumiesięcznego lwiątka z tym tygrysem. Kazała pozostałym dzieciom schować się w grocie i nie wychodzić dopóki sama ich nie zawoła. Lwiątka spełniły polecenie matki, a lwica ściągnęła śpiącego ojca młodych i oboje poszli tropem nieznośnego sąsiada. Okazało się jednak, że podstępny kot usiłował najwyraźniej zmylić rodziców kociaka. Trop prowadził bowiem na około wybiegu lwów i tygrysów, potem przez tylne wyjście z zoo, następnie na około niemal wszystkich samochodów znajdujących się na parkingu. Rosa krążyła wokół nich i wkrótce się pogubiła, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Jej partner natomiast okrążył parking. Minor musiał przecież jakoś z niego wyjść. Po dłuższej chwili znalazł ponownie trop zostawiony przez tygrysa. Zawołał Rosę i poszli dalej.
Po 10 minutach przyszli nad rzekę. Arko siedział na jednym z filarów mostu. Filar ten był już w wodzie. Lwy wiedziały z doświadczenia, że jest tam bardzo głęboko. Na lewo od filaru, dość blisko brzegu, na którym stali, była łacha piasku; dalej, dokładnie na wprost „więzienia Arko”, oddalona o 5 metrów i oddzielona kolejną głębią znajdowała się kolejna łacha. Siedział na niej Minor. Dukat podszedł do brzegu, tak by być dokładnie między Minorem i Arko. Tygrys od razu go zauważył.
- No, już myślałem, że nigdy tu nie przyjdziesz.
- Nie masz nic lepszego do roboty?! – była to rzadka chwila, gdy Dukat nie zamierzał ustąpić. A nie był dominujący. Minor to wyczuł i zaczął płynąć w kierunku łachy znajdującej się między nim, a mostem. Ale lwu wystarczył jeden skok by dotrzeć tam przed nim. Gdy tygrys podpłynął bliżej, Dukat nie pozwalał mu wyjść z wody na łachę.
* * *
Rosa w tym czasie, w nadziei, że Minor jej nie zauważy, próbowała dostać się do dziecka. Oczywiście mogłaby tam popłynąć, ale jak później wziąć młode? Lwica rozejrzała się po plaży. Na prawo od mostu stały na wodzie drewniane łódki. Lwica odczepiła jedną z nich od pala i z liną w zębach, ciągnąc za sobą łódkę, podpłynęła do Arko.
Młody lew miał niewielkie trudności z wejściem do łódki, ale w końcu mu się udało. Gdy dotarli do brzegu, matka wyjęła lwiątko z łódki i pobiegła z nim do domu. Kazała mu zostać z rodzeństwem w grocie, a sama pobiegła z powrotem nad rzekę, pomóc Dukatowi.
Razem udało im się przepędzić, Minora, ale teraz musieli wrócić do zoo przed nim. Udało się im to w ostatniej chwili. Minor poszedł do siebie. Rodzice wrócili do lwiątek.
- Czego ten …? – zaczął Arko.
- Tygrys – wtrącił Zulus.
- … a właśnie, tygrys. Czego on od nas chce?
- Nie wiemy. – odpowiedział mu ojciec. –Nigdy nam tego nie powiedział. On sam też pewnie tego nie wie.
- Co nie zmienia faktu, że Minor ma jakieś uprzedzenia do wszystkich młodych kotów i psów, które nie skończyły roku. –dodała Rosa.
- Nie rozumiem.- zdziwił się Amor
- Rok temu na przykład zabił młode gepardy, a …
- Zulus! – przerwała mu matka. – Wystarczy. Będą starsi, to bardziej to zrozumieją. Nie strasz ich.
- Ale … – Amor nie ustępował.
- Ale koniec tematu. Dla was jest już późno. Idźcie spać.- zakończyła dyskusję jego matka.Lwiątka szybko zasnęły, podobnie jak Rose. Ale Dukat wolał być ostrożny.
Nie spał. Zbyt dobrze znał swego sąsiada i wiedział, że można było się po nim spodziewać wszystkiego. Dukat nie był dominujący, ale jeśli chodzi o obronę rodziny, potrafił postawić na swoim. W końcu jednak zmęczenie wzięło górę.
* * *
Nad grotą lwów była skalna półka, stanowiąca też dach jaskini. Była ona jednak dość wysoka i można było na nią wejść tylko po pochylni zbyt stromej dla młodszych lwiątek. Lwy spały na tyle mocno, że Minorowi udało się zakraść na ich wybieg i ułożyć na tej właśnie półce. Dokładnie nad wejściem do groty. Poczekał tak ukryty, do rana. Zulus obudził się pierwszy. Śmiało wyszedł z groty, nie mając pojęcia jak niebezpiecznie blisko był Minor. A ten nagle na niego skoczył, ale nic mu nie zrobił, tylko stanął mu na ogonie i drażnił się z nim. Puścił go, gdy lwiątko zaczęło wołać rodziców. Oni jednak spali mocno i Zulusowi nie udało się ich obudzić. Ale obudził się Amor. Wyjrzał z groty i zobaczył, że Minor tym razem próbuje podnieść Zulusa za skórę na karku. Na szczęście nie udawało mu się to. Zulus za każdą próbą gryzł go w ucho. Amor podkradł się do nich i złapał Minora za czubek ogona. Niemal w tym samym momencie, gdy Zulus po raz nie wiadomo który złapał go za to samo ucho co wcześniej. Teraz Minor stracił cierpliwość. Chciał chwycić młodsze lwiątko i odwrócił się w jego stronę. Ale wtedy… Najwidoczniej obudził się też Arko. Bał się wyjść z groty, ale obudził rodziców, którzy stali teraz naprzeciwko Minora. Tygrys domyślił się, że matka młodych nie ma zamiaru dłużej tego tolerować. Wolał się więc wycofać. Po jego odejściu cała rodzina poszła na śniadanie. Później lwy miały spokój. Jakby rano nic się nie wydarzyło.
* * *
Wieczorem, po zamknięciu zoo, Zulus namówił Rose na spacer poza terenem zoo. W tym samym czasie Amor i Arko zostali z ojcem w domu. Bawili się w berka, gdy nagle zobaczyli jakieś dziwne stworzenie w cętki.
- Cześć! – powiedziało do nich.
Lwiątka schowały się za ojca. Ale po chwili, odważniejszy Amor, podszedł do tego dziwnego stwora, który najwyraźniej dobrze znał jego ojca.
- Kim jesteś?- spytał.
- Jaguarem. –odpowiedziało stworzenie.
Po chwili, Arko ośmielony tym, że ojciec zna tego jaguara, podszedł do niego i zaczął oglądać jego cętki. Po chwili dołączył do niego brat. Szybko się tym jednak znudzili i odeszli kawałek dalej żeby dokończyć zabawę w berka. To, że Dukat był zajęty rozmową z Kalim, nie oznaczało, że nie pilnował swoich dzieci.
- Arko, Amor, chodźcie tu! –zawołał nagle lwiątka. Gdy młode podeszły do niego, powiedział w kierunku gdzie przed chwilą się bawiły: Co ty robisz, Minor?!
Tygrys wyszedł z krzaków rosnących zaledwie 3 metry od miejsca gdzie przed chwilą stały lwiątka.
- Na twoim miejscu nie zaczynałbym ze mną.- powiedział, wściekły, że znowu mu się nie udało i wrócił do siebie.
Reszta posiedziała jeszcze trochę na zewnętrznym wybiegu. Po jakiejś godzinie Kali też wrócił na swój wybieg. Amora i Arko natomiast nie można było namówić żeby wrócili z dworu. Dukat zanosił jednego i gdy wracał po drugiego, ten pierwszy szedł za nim. I tak w kółko. Do powrotu Rose i Zulusa. Wtedy, gdy Dukat wziął jedno z młodszych lwiątek, ona wzięła drugie.
Gdy siedzieli już w zimowej grocie (na wewnętrznym wybiegu), Zulus zaczął opowiadać ojcu i braciom, co widział na mieście.
- Pamiętaj, że miasto trochę inaczej wygląda w dzień, niż w nocy.- wtrąciła Rose.- W nocy możesz nie rozpoznać znajomej ulicy, jeśli nie znasz dobrze miasta. Bardzo łatwo się wtedy zgubić.
- A my kiedy tam będziemy mogli iść?- spytał Amor.
- Jak będziecie mieli około roku.- rzekł Dukat.
- Dopiero wtedy? –Amor był trochę zawiedziony.- Nie da rady wcześniej?
- Właśnie. –Arko na ogół brał stronę brata.
- Słuchajcie. –tłumaczyła Rose. – Nie wychodźcie sami poza wybieg dopóki nie będziecie mieli pół roku. A ty, Zulus, nie wychodź sam poza zoo, przed drugimi urodzinami.
- Dlaczego?- spytały naraz wszystkie trzy lwiątka.
- Głównie ze względu na Minora. –odpowiedziała im matka. – Jest bardzo niebezpieczny, dlatego nie oddalajcie się sami od domu, dopóki nie będziecie mieli z nim jakichkolwiek szans. Wiecie przecież, że tygrys syberyjski jest większy od lwa. A akurat z tym tygrysem jest taki problem, że jeśli on coś zacznie, to będzie próbował to skończyć za wszelką cenę. Jeżeli teraz próbuje się was pozbyć, możecie być pewni, że w razie niepowodzeń będzie chciał to kontynuować, nawet gdy będziecie dorośli. Dopóki was nie zabije albo sam nie zginie.
- Naprawdę?
-Niestety, ale tak.
* * *
Minęło trochę czasu. Minor, po kilkunastu nieudanych próbach pozbawienia życia młodych, najwyraźniej zrobił sobie przerwę. Zulus miał już 2 lata, a Amor i Arko prawie 1,5 roku. Niestety niecałe pół roku wcześniej padła Rose.
* * *
Zulus, najbliższe okolice znał już całkiem dobrze. Często zabierał młodszych braci na swoje wycieczki po mieście. Po najbliższej okolicy chodzili sami, ale dalej do innych dzielnic, towarzyszył im ich ojciec. Młodemu lwu nie bardzo to odpowiadało, ale Dukat przekonał go, że w razie spotkania z Minorem, sam nie obroniłby dwójki jeszcze w tej sytuacji bezbronnych lwiątek. Zulus doszedł w końcu do wniosku, że nawet on nie miałby prawie żadnych szans z prawie dwukrotnie większym tygrysem, w dodatku chcącym jego śmierci. Minor naprawdę pragnął za wszelką cenę pozbyć się jego i jego dwóch braci. Nadal nikt w zoo nie miał pojęcia z jakiego powodu.
Pewnego razu, podczas jednej z takich wypraw, zapuścili się o wiele dalej niż dotychczas. Poszli daleko poza dzielnicę, w której mieszkali. W dodatku nie było z nimi Dukata.
- A jak później wrócimy? –Arko nie był przekonany żeby tak daleka wycieczka była dobrym pomysłem.
- Najwyżej spytamy kogoś o drogę. –odpowiedział Amor.
- A jeśli natkniemy się na Minora?
- Chciałem tylko sprawdzić czy uda mi się znaleźć drogę do domu, bez pomocy taty. –wyjaśnił Zulus. – A wy koniecznie chcieliście iść ze mną.
Przeszli kawałek, gdy nagle Amor coś usłyszał. Odwrócił się, ale nic nie zobaczył. Chwilę później usłyszeli za sobą:
- Sami dajecie mi okazję do zabicia was.
- Śledziłeś nas!- Zulus był wyraźnie wystraszony.
- Nawet jeśli tak, to co?
- Dobra, chodźcie, wracamy do domu.- Arko chciał być jak najdalej od Minora.
-Zdajecie sobie sprawę, że jest ósma wieczorem, a wy nie znacie drogi?
- Zobaczysz, że sami trafimy do domu.- zapewnił go Zulus.
-Chciałbym to zobaczyć.
Gdy odeszli kawałek dalej, Amor spytał się brata:
-Jak trafimy do domu? Jesteśmy tu pierwszy raz.- Będziemy improwizować.- odpowiedział Zulus.
Amor spojrzał na niego pytająco. Starszy brat widząc to, wyjaśnił:
- Wiemy, że obok naszej dzielnicy przepływa rzeka. Jeśli uda nam się do niej dojść i jeśli pójdziemy wzdłuż niej, dojdziemy do domu.
- A co z Minorem?- zapytał Amor.
- Trzeba go w miarę możliwości unikać. Dobra, chodźcie. Widziałem tą rzekę po drodze.
* * *
Gdy wrócili do domu, umówili się, że lepiej będzie nic nikomu nie mówić. Problem stanowił tylko Minor, który mógł wygadać się ich ojcu.
* * *
Pół roku później, Minor został przeniesiony do innego zoo. Parę lat później Dukat pojechał do Nowego Jorku. W zoo zostali więc tylko dorośli już Amor, Zulus i Arko, oraz lwica Sofia, która przyjechała z Chicago. Wszyscy dobrze się ze sobą dogadywali, mimo że Amor często lubił narzucać innym swoje zdanie. Sofia, dowiedziała się co potrafią trzej bracia, dopiero po kilku latach mieszkania z nimi.
Amor znał się na obsłudze komputera i elektronice, Zulus na mechanice i obsłudze różnych urządzeń, Arko zaś na chemii. Razem byli więc niepokonani.
Jeśli doliczyć do tego znajomość europejskich miast przez Sofię – byli jeszcze silniejsi. To, co ich interesowało i czego się nauczyli, traktowali jako rozrywkę. Ale wkrótce przekonali się jak bardzo umiejętności te mogą im się przydać. Gdy pewnego dnia wszyscy siedzieli na zewnętrznym wybiegu, usłyszeli coś, czego się najmniej w tej chwili spodziewali:
- Cześć, pamiętacie mnie jeszcze?
Cała czwórka natychmiast się odwróciła w kierunku, skąd padło pytanie. Przed sobą mieli Minora.
- A tobie jak się udało wrócić?- Arko nie krył zdziwienia.
- A ten to kto? Wy go znacie?- Sofia pierwszy raz widziała Minora.
-Opowiemy ci o nim, to co wiemy, – odparł Amor – ale najpierw musimy się go pozbyć.- Spojrzał na Minora z chytrym półuśmiechem, niewróżącym nic dobrego. Miał już pomysł na nauczkę dla niego i wiedział że Minor najmniej spodziewa się właśnie tego. Miał jednak nadzieję, że tygrys nie słyszał nigdy o lwach potrafiących to co oni. Ale żeby omówić ten plan z resztą i przygotować się. Musieli zmusić swego wroga żeby przez ten czas trzymał się od nich z daleka. Tylko jak to zrobić? Skoro Minor wrócił z tak daleka, to na pewno tylko po to żeby dokończyć to co zaczął, gdy oni byli mali. W dodatku Minor był tylko o 1,5 roku starszy od Zulusa. Był więc jeszcze młody. Ale Amor i jego bracia też byli młodzi. Do tego lwów było cztery, a tygrys był jeden. Minor jednak nie był taki głupi. Wiedział, że nie ma szans z nimi wszystkimi naraz. Poszedł więc na swój dawny wybieg. Wybieg ten stał pusty, już od kilku lat. Nie przywieźli innego tygrysa na jego miejsce. Gdy tygrys zniknął lwom z oczu, Amor omówił z braćmi i z Sofią swój pomysł pozbycia się Minora raz na zawsze:
-Słuchajcie.Ogród zoologiczny w Australii w Sydney nie ma jeszcze tygrysów. W internecie są ogłoszenia z pytaniem, czy jakieś zoo nie ma nadwyżki tych kotów i czy może podarować jednego zoo w Sydney. Możemy wysłać tam Minora.
- Sydney jest bardzo daleko od Warszawy, ale jeśli on znowu wróci…- zastanawiał się Zulus.
- Raczej mu się nie uda.- Uspokoiła go Sofia.- Zoo w Sydney jest dobrze strzeżone. Na całym terenie są kamery rejestrujące dźwięk i obraz 24 godziny na dobę. Pracownicy zoo zauważą natychmiast ucieczkę Minora.
-Ale po co aż takie zabezpieczenia?- Zulus pierwszy raz słyszał żeby zoo było pod tak dużą kontrolą.
- Z tego zoo, często uciekały zwierzęta. Zdarzały się też napady z bronią.- wyjaśniła lwica.
-Napady z bronią?- zdziwił się Amor.
-Niestety, ale tak.- odparła Sofia.
-Dobra. Wszyscy wiedzą co mają robić?- upewnił się Amor.
-Tak- odpowiedzieli wszyscy naraz.
- Ok. Zaczynamy dzisiaj w nocy.
* * *
Plan był pozornie prosty. Amor wysłał do ogrodu w Sydney odpowiedź i zamówił transport. Gdy klatka do przewozu zwierząt stanęła przed wybiegiem tygrysów, Sofia musiała cały czas trzymać ludzi na dystans i do tego pilnować żeby ci ludzie jej nie zauważyli. Głównie odwracała ich uwagę różnymi sztuczkami. W tym samym czasie Arko podał Minorowi środek nasenny, a Zulus podjechał bliżej ciężarówką, bo klatka była przyczepiona do przyczepy. Później wszyscy trzej musieli jakoś przenieść tygrysa do klatki.
Gdy im się to udało, dali znak Sofii, która akurat wzięła nie wiadomo skąd gwizdek i z nim w zębach biegała na około wybiegów i gwizdała. Ludzie oczywiście usiłowali ją złapać. Myśleli jednak, że to jakieś dzieciaki robią sobie żarty. Nie mieli pojęcia, że za tym stała lwica. Gdy braciom udało się załadować Minora na przyczepę i zamknąć za nim klatkę, Zulus i Amor wsiedli do szoferki. Zulus uruchomił pojazd.
W między czasie Arko i Sofia wskoczyli na przyczepę. Po drodze na lotnisko, lew miał pilnować czy środek nasenny działa i w razie czego podać tygrysowi kolejną dawkę. Było to możliwe, gdyż środek ten był neutralny dla organizmu. Regulował tylko poziom hormonu snu.
Ludzie z firmy przewozowej, gdy zobaczyli, że ich samochód odjeżdża, pojechali za nim taksówką. Odzyskali samochód na lotnisku. Byli przerażeni, gdy zobaczyli cztery lwy same w środku miasta, ale zlecenie, które otrzymali trzeba było wykonać. Gdy lwy odeszły, wsadzili tygrysa do samolotu i polecieli do Australii. Lwy natomiast wróciły na piechotę do domu. Były szczęśliwe, że uwolniły się od swego największego wroga. Nie były tylko pewne czy na zawsze. Zawsze istniało ryzyko, że ich prześladowca z dzieciństwa może wrócić.
* * *
Po kilku miesiącach ewentualny powrót Minora stał się tym niebezpieczniejszy, że Sofia niedługo miała mieć młode. W życiu Warszawskiego stada lwów rozpoczynał się nowy rozdział. Lecz zadaniem dorosłych było teraz dopilnowanie, żeby historia się nie powtórzyła…

2 komentarze:

  1. Wspaniałe opowiadanie ;) doskonały talent, rozwijaj go :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 57 year old Data Coordiator Thomasina McCrisken, hailing from Le Gardeur enjoys watching movies like Red Lights and Cabaret. Took a trip to Historic City of Meknes and drives a Ferrari 375 MM Spider. wykop to

    OdpowiedzUsuń